Śmierć ojca Ziobry: eksperci zagraniczni potwierdzają wersję rodziny

PRZEGLĄD PRASY. Rodzina Ziobrów zatrudniła dziesięciu lekarzy z różnych krajów, by ustalić przyczynę śmierci ojca byłego ministra sprawiedliwości - pisze dzisiaj ?Gazeta Wyborcza?. Ich opinie potwierdzają podejrzenia rodziny o nieprawidłowościach, które wystąpiły podczas leczenia Jerzego Ziobry.

Umorzenie śledztwa w sprawie śmierci Jarzego Ziobro w kwietniu 2008 roku oparto na opinii łódzkich ekspertów. Wynikało z niej, że ojciec byłego ministra sprawiedliwości był leczony zgodnie ze standardami i lekarze nie popełnili błędów.

Rodzina pacjenta jednak z tymi wnioskami się nie zgodziła. Zamówiła prywatne opinie z ośmiu zagranicznych ośrodków specjalizujących się w chorobach serca. - Dla mnie ta sprawa ma wymiar zarówno społeczny, jak i prywatny - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Krystyna Kornicka-Ziobro, żona Jerzego Ziobry. - W wymiarze prywatnym nakazuje mi to uczciwość i lojalność wobec męża. Wiem, że cokolwiek zrobię, życia mu nie wrócę. Wierzę, że dzięki wyjaśnianiu tej sprawy innych pacjentów nie spotka to samo i będą mogli cieszyć się życiem - dodaje.

Opinie wynajętych specjalistów są w kontrze do wniosków polskich ekspertów. "Wybór tej metody [stentowania, które zastosowali polscy lekarze - red.] był niezgodny z ówcześnie obowiązującymi standardami, stanowiąc wykroczenie przeciw zasadom medycyny opartej na dowodach naukowych" - napisał prof. Jan W. Borowiec z kliniki torako-kardiochirurgii Szpitala Uniwersyteckiego w Uppsali. Według różnych opinii Jerzy Ziobro powinien był trafić od razu do kardiochirurga, kwalifikował się do założenia by-passów. Jednak opinie prywatne nie mogą być podstawą wyroku, dlatego krakowski sąd zajmujący się tą sprawą nakazał prokuraturze badać ją dalej.

Nowa opinia biegłych w sprawie Jerzego Ziobry ma być gotowa do połowy listopada. Jeżeli potwierdzi wcześniejsze stanowisko łódzkich ekspertów, sprawa zostanie ponownie umorzona. Jeżeli będzie bliższa opinii zagranicznych - całość może zakończyć się aktem oskarżenia.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM