Zdjęcia ociekające krwią wiszą na gdańskim kościele

Martwe płody, ofiary głodu na Ukrainie i zdjęcia torturowanych zwierząt. Wszystko to można zobaczyć wywieszone na ścianach zabytkowego kościoła na gdańskiej Oruni. Miejscowy ksiądz chce w ten sposób zaprotestować przeciwko aborcji.

Ogromne zdjęcia wiszą tuż przy ruchliwej ulicy. - Z tej strony mam sypialnie - mówi pan Andrzej, który mieszka w budynku naprzeciwko. - Codziennie muszę oglądać to świństwo. To według mnie profanacja, bo świątynia to miejsce kultu, a nie miejsce do wywieszania zdjęć martwych ludzi - dodaje.

Chodnikiem przechodzą codziennie setki osób. Trudno znaleźć kogoś wspierającego akcje. - Sprzeciwiam się aborcji, ale pokazywać coś takiego... - mówi kobieta w średnim wieku. Przecież tędy chodzą małe dzieci. Dla mnie to jest szokujące, a dla nich? Nie będą spać po nocach - mówi.

Przy wystawie zatrzymało się także dwóch strażników miejskich. - Takie rzeczy powinny być zamieszczone w fachowej literaturze, jak ktoś chce, to sobie zajrzy - mówią.

Parafię przy ulicy Gościnnej prowadzą księża Salezjanie, nie chcą jednak rozmawiać o wystawie. - Proszę tu nic nie nagrywać! Puszczacie pierdoły w tym radio! - krzyczy jeden z nich i z hukiem zatrzaskuje drzwi. Miejscowa policja wie o sprawie, ale formalnie nikt jej nie zgłosił. - Osoby urażone wystawą powinny nas o tym poinformować - przekonuje asp. Magdalena Michalewska z KMP Gdańsk. - Wówczas zbadamy czy nie doszło do wykroczenia przeciwko obyczajności publicznej.

Osoba eksponująca nieprzyzwoite treści może zostać ukarana aresztem, ograniczeniem wolności lub grzywną.

DOSTĘP PREMIUM