Gigantyczne podwyżki dla garstki pracowników. "W szpitalach będą się kłócić"

Kilku pracowników podzieli między siebie ogromne pieniądze - inni podwyżki nawet nie odczują. Tak może wyglądać sytuacja w wielu polskich szpitalach i przychodniach jeśli Sejm przyjmie proponowane zmiany w ustawie o zakładach opieki zdrowotnej. Wszystkiemu winien przepis zgodnie, z którym trzy czwarte pieniędzy przeznaczonych na podwyżki muszą otrzymać pielęgniarki i położne.

Do tej pory sytuacja była jasna. Jeśli dyrektor jakiejś placówki wynegocjował z Narodowym Funduszem Zdrowia lepszy kontrakt niż przed rokiem, to czterdzieści procent wzrostu przeznaczał na podwyżki i mógł tę kwotę dowolnie podzielić. Jeśli proponowane zmiany wejdą w życie trzy czwarte nadwyżki trzeba będzie wypłacić pielęgniarkom i położnym, a dyrektor będzie dysponował resztą. - Nikt nie twierdzi, że pielęgniarki nie powinny zarabiać zdecydowanie lepiej. Są jednak placówki, w których stanowią mniejszość albo jest ich zaledwie garstka - mówi szefowa Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ Solidarność Maria Ochman i dodaje, że zmiany będą rodzić absurdalne sytuacje. - Może się okazać, że jeśli w przychodni jest kilka pielęgniarek, to otrzymają gigantyczne podwyżki. Pracownicy diagnostyki, lekarze i wszyscy inni, których może być zdecydowanie więcej dostaną do podziału trzykrotnie mniej pieniędzy.

Ministerstwo nie znalazło

Wiceminister Zdrowia Jakub Szulc mówi, że proponowane rozwiązania nie są idealne, ale lepszych w tej chwili nie ma. Resort jest przekonany, że zmiany nie wywołają żadnego zamieszania, a pielęgniarki nie będą szczególnie uprzywilejowane. - Taka sytuacja mogła by się zdarzyć w kilku przypadkach, ale my takich placówek nie zdiagnozowaliśmy - mówi Szulc. Takie placówki jednak w Polsce istnieją. Jak ustaliło TOK FM w Wojewódzkim Zespole Specjalistycznej Opieki Zdrowotnej z Wrocławia pracuje ponad 150 osób i tylko 15 pielęgniarek. - To jakiś absurd. Mam do podzielenia dwieście tysięcy złotych, a jeśli regulacje wejdą w życie to 150 tysięcy muszę podzielić między pielęgniarki. Pozostali nie otrzymają praktyczne nic - mówi dyrektor placówki Wojciech Sokołowski. Dodajmy, że gdyby dyrektor zatrudniał zaledwie trzy, a nawet dwie pielęgniarki, to im także przysługiwałoby 150 tysięcy podwyżki do podziału.

Pielęgniarki mogą nawet stracić

Związkowcy podkreślają, że na zmianie przepisów mogą stracić także pielęgniarki. Nie można wykluczyć, że w jakiejś placówce jest ich zdecydowana większość, a lekarzy na przykład tylko dwóch. W takiej sytuacji to ci ostatni podzielą między siebie jedną czwartą pieniędzy przeznaczonych na podwyżki, a pielęgniarki nie będą wiele więcej zarabiać. Związkowcy uważają, że przepisy wywołają zamieszanie w szpitalach - W wielu miejscach mogą skłócić personel, a na tym ucierpią przede wszystkim pacjenci - dodaje szefowa związku Maria Ochman.

DOSTĘP PREMIUM