Archeolodzy w Smoleńsku: na razie jadą na rozmowy

Na razie pojadą tylko porozmawiać. Polscy archeolodzy wybierają się w przyszłym tygodniu do Smoleńska. Ale, jak dowiaduje się TOK FM, na razie jeszcze nie rozpoczną prac.

Reporterka TOK FM rozmawiała z archeolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, która wybiera się do Smoleńska. Chce pozostać anonimowa, bo, jak tłumaczyła w maju, jedzie tam nie dla sławy, ale z potrzeby serca.

Pani doktor z lubelskiego UMCS mówi, że rzeczywiście grupa 4-5 osób wybiera się w przyszłym tygodniu do Smoleńska, ale na razie będą to rozmowy z polskimi prokuratorami. Zostaną przeprowadzone tam na miejscu, by dokładnie obejrzeć teren ewentualnych prac badawczych. Chodzi o to, czy np. na miejsce katastrofy nie został nawieziony piach. Od tego będzie zależeć zakres prac. Archeolodzy chcą uzgodnić z prokuraturą wszystkie szczegóły. Kiedy wyjadą na badania? Termin dopiero zostanie ustalony.

Badaczka w maju mówiła TOK FM, że naukowców czeka trudna praca, którą po prostu trzeba wykonać, bo na terenie katastrofy być może są jeszcze jakieś szczątki. - Jest bardzo trudna, nieprzyjemna, ale moim zdaniem niezbędna praca do wykonania - mówiła nam w maju archeolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej. Tłumaczyła, że kieruje nią "potrzeba wykonania obowiązku na miarę sytuacji".

Do Smoleńska poleci grupa 4-5 osób. Inicjatywa była oddolna, powstała na jednym ze spotkań archeologów po medialnych doniesieniach o tym, że na miejscu tragedii wciąż znajdowane są rzeczy ofiar. - Było pytanie, co z tym zrobić. Oczywiście można mówić, że to należy do kogoś innego. Natomiast z naszego punktu widzenia wydawało się zasadnym, żeby przerwać to szarżowanie śladami katastrofy - dodaje archeolog.

Archeolodzy mieli wyjechać do Smoleńska w maju, ale czekali na pozwolenie z Rosji. I to pozwolenie, jak poinformował w czwartek na konferencji prasowej szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, już jest i można jechać.

DOSTĘP PREMIUM