Kraków: Rowerem pod prąd legalnie, ale niebezpiecznie

- Musimy łamać przepisy! - skarżą się krakowscy kierowcy. Narzekają, że nie mieszczą się na ulicach, na których od niedawna rowerzyści mogą jeździć pod prąd.

- Kontrapas skraca drogę, jest bezpieczny i tańszy w realizacji, niż budowa tradycyjnych ścieżek rowerowych - zachwala jazdę pod prąd Adam Łaczek, założyciel facebookowej grupy "Rowerem legalnie pod prąd". Jednak spór o to, czy rzeczywiście jest bezpiecznie, pojawił się na ulicach starego miasta wraz z kierowcami. - Kontrapasy są za szerokie, wystarczy popatrzeć na Mikołajską, gdzie wymalowali go praktycznie na środku drogi - denerwuje się pan Andrzej, który tamtędy samochodem dowozi towar do swojego sklepu. I tu rzeczywiście pas nie biegnie przy samym krawężniku, bo tam wydzielone są miejsca postojowe.

Zarząd Infrastruktury twierdzi, że wszystko jest zgodne z prawem, a pasy mają odpowiednią szerokość: półtora metra. - Problem może pojawić się raczej na tych ulicach, gdzie miejsca postojowe są częściowo przeniesione na chodnik - tłumaczy Michał Pyclik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transporu. Tak jest na przykład na ul. Bocheńskiej i tam kierowcy muszą zwracać uwagę na znaki wskazujące sposób parkowania, żeby ich samochód nie wystawał na kontrapas.

Ale kierowcy na kłopoty z parkowaniem się nie skarżą. - Największy problem jest podczas jazdy, bo samochód nie mieści się na ulicy tak, żeby nie zahaczyć o kontrapas - twierdzi pan Wiesław, taksówkarz. - To się może skończyć tragicznie! - dodaje.

Rowerzyści, którzy kontrapasy już przetestowali, nie narzekają. - Muszę czasem omijać samochody, bo rzeczywiście jest ciasno - przyznaje Iga. - Ale cieszę się, że kontrapasy w końcu są, bo i tak często jeździłam pod prąd, a teraz przynajmniej mogę robić to legalnie - dodaje.

DOSTĘP PREMIUM