Ładowanie telefonu w szpitalu? Pacjenci płacą opłatę "prądową"

12 zł i 20 groszy - tyle na tydzień muszą płacić pacjenci szpitala miejskiego w Rudzie Śląskiej za korzystanie z gniazdek elektrycznych. Dyrekcja tłumaczy, że ładowanie komórek, używanie laptopów czy suszenie włosów to prawdziwa plaga, straty są poważne. A dzięki opłacie prądowej szpital może rocznie zyskać nawet 100 tysięcy złotych.

Zapłata nie jest obowiązkowa, przy przyjęciu do placówki, pacjenci muszą zadeklarować, jakie urządzenia elektryczne wnoszą i czy będą korzystać z gniazdek.

9 Pacjent, czy coś wnosi: jakąś lokówkę, telewizor czy laptop. Jeśli nie, oświadczeniu pisze "nie będę korzystał" - tłumaczą pielęgniarki na jednym z oddziałów. - Ja nie podpisałem, bo korzystam z telewizora po 2 złote - zapewnia jeden z pacjentów. Jednak inni płacą: - Jak jest szpital biedny, to trzeba zapłacić - wzdycha pacjentka, która ładuje telefon i codziennie grzeje sobie w czajniku elektrycznym wodę na kawę.

Pani Iza, która niedawno została wypisana, nie ma wątpliwości: - Według mnie jest to bardzo dobre. A jasne! Co to jest 12,20 jak przynoszą komputery, przynoszą żelazka, radia i nie wiadomo co. Dzięki temu może szpital będzie miał lepiej - dodaje.

- To nie jest sposób na łatanie finansów placówki. Tym niemniej miałem 2 wyjścia: albo zakazać wnoszenia tych urządzeń w ogóle, bo jest ich bardzo dużo i obciążają naszą sieć, albo wprowadzić komercyjną opłatę. Dochodzi bowiem nawet do tego, że rodziny odwiedzające chorych ładują swoje komórki - tłumaczy decyzję szef rudzkiej placówki Marek Labus.

DOSTĘP PREMIUM