Tede w TOK FM: Wojna z dopalaczami jest słuszna. Tylko za późno...

- Wojna z dopalaczami jest słuszna, ale rozpoczęto ja za późno. Przez dwa lata wszyscy udawali, że nie ma problemu. A teraz wszyscy są zdziwieni, jak to jest możliwe. Ludzie prawdopodobnie przez te dwa lata też umierali... - mówi w rozmowie z Grzegorzem Chlastą raper Tede.

Walka z dopalaczami - raport specjalny>>

- Nie wiem dlaczego ta akcja teraz wybuchła. Pewnie ktoś wpadł na pomysł, żeby rozpocząć nowy temat. Musi być jakiś temat przewodni. Był krzyż, teraz są dopalacze... - mówi Tede.

Jak podkreśla, przez złe prawo młodzi ludzie sięgali po bardziej niebezpieczne substancje niż te, które są zakazane. - Młodzież chce eksperymentować. Przekracza bariery. I jeśli młody człowiek ma w perspektywie to, że jak będzie miał pół skręta i złapie go policja, możne za to siedzieć na trzy lata. I może za te same pieniądze kupić sobie legalnie "coś" i nic mu za to nie grozi. To wiadomo, że pójdzie tam, gdzie nic nie grozi. Przez dwa lata można było sprzedawać dopalacze, plony są duże - tłumaczy.

Na zarzut, że sam grał na otwarcie sklepu z dopalaczami odpowiada: - Nie na otwarcie, tylko na urodziny. Graliśmy, tylko że wtedy nie było jeszcze tego tematu, co mamy teraz w telewizji. Sklep istnieje od dwóch lat. Zgłosili się do nas, czy wystąpimy na koncercie. Występowali tam też inni wykonawcy, co ciekawe reggae. Firmy takie jak ta nie po raz pierwszy sponsorowały koncerty. To nie żadna nowość.

"Narkotyki są we wszystkich szkołach"

- Niektórzy rodzice zaprzeczają. Mówią, że w szkole ich dzieci nie ma narkotyków. Twierdzą, że wyolbrzymiamy problem... - mówi Grzegorz Chlasta. - Narkotyki są we wszystkich szkołach. Nie można udawać, że ich nie ma - uważa Tede.

Jaki będzie skutek zamknięcia sklepów? - Sklepy z dopalaczami działają jak pizzernia: dzwonisz, przyjeżdżają do domu na telefon. I taki dostawca - nawet jak mu zamknęli sklep - przyjedzie na prośbę stałego klienta. Jak zdelegalizują te sklepy, towar cały czas będzie. W drugim obiegu. To będzie jeszcze bardziej kosztowne niż teraz - uważa raper.

- Ktoś na te dopalacze zezwolił. Trzeba z tym walczyć, ale to jest walka prawników i chemików. Już mówią, że pojawią się kolejne, nowe substancje. Jak nie będzie to proszek do prania, to proszek do pieczenia... Trzeba postawić na edukację. Uczyć, że to nic dobrego - mówi raper. Ale - jak podkreśla - w odpowiedni sposób. - Powinno się o tym mówić w szkole, ale zajęcia z panią Piotrowską, lat 58, nie przemówią do człowieka. Jakby na takie zajęcia zaprosić delikwenta, który opowie o swoich doświadczeniach i ostrzeże, to wtedy takie zajęcia mają sens. Trzeba z młodymi rozmawiać, a nie udawać, że tego nie ma - dodaje.

"To nie tylko problem małolatów"

- Trzeba pamiętać, że sprawa dopalaczy to nie dotyczy tylko małolatów pod blokiem. Panowie z telewizji też coś o tym wiedzą. To hipokryzja mówić, że jesteśmy święci, gdy jest zupełnie inaczej. Kiedyś myślałem, że to jest problem gówniarstwa. Ale przekonałem się, że tak nie jest. Sklep z dopalaczami jest otwarty 24 h. O 6.00 rano przyjeżdża kierowca autobusu. Przychodzą strażnicy miejscy i kupują sobie "Richarda", tak się nazywa odpowiednik amfetaminy. Przychodzi pan z neseserem, kupi sobie coś do pracy... I okazuje się, że to nie małolaty, tylko dorośli ludzie. Legalne to kupują, żeby szybciej dzień minął...

"Drugi raz bym nie spróbował"

Co powodują dopalacze? - Dawid Bratko mówi, że jego klienci to debile . Ja się z tym zgadzam, tak jest. Sam próbowałem dwa lata temu i nigdy drugi raz - nawet jakby mi płacili - bym tego nie zrobił. To głupota, totalna głupota. I pytałem wtedy: jak to możliwe, że to jest legalne? Nie polecam nikomu - mówi.

- Dopuściłbym do użycia tylko marihuanę. Innych narkotyków - nie. Wszystko jest dla ludzi, ale pod kontrolą. A z dopalaczami jest tak, że nie wiesz co kontrolujesz, bo nie wiesz co to jest - mówi Tede.

DOSTĘP PREMIUM