Lekarkę zatrudnili bez jej wiedzy. Zarabiał szpital

Zatrudnili lekarkę, zgłosili ją do Narodowego Funduszu Zdrowia problem w tym, że wszystko bez jej wiedzy. TOK FM opisuje historię neurologa z Sosnowca, która przypadkiem dowiedziała się, że pracuje w dwóch miejscach, a jej dane są wykorzystywane. Prezes Rady Lekarskiej uważa, że sprawą powinna się zająć prokuratura.

Lekarka Szpitala Wojewódzkiego w Sosnowcu od kilkunastu lat przyjmuje pacjentów, zawsze w środy. Ostatnio dowiedziała się, że nie może już tego robić, bo w tym samym czasie pracuje w innej placówce w Gliwicach -Była zdumiona, bo nigdy nie miała z tą placówką nic wspólnego. Oczywiście otrzymała zawiadomienie, że musi tę sprawę wyjaśnić w NFZ-ecie - relacjonuje w TOK FM sprawę ordynator oddziału neurologicznego w sosnowieckim szpitalu Ewa Ogrodowska. Lekarka skontaktowała się z dyrektorem przychodni w Gliwicach, która miała ją rzekomo zatrudniać - Pani dyrektor poinformowała, że to prawdopodobnie błąd informatyka i że sprawę uważa za zakończoną - dodaje Ogrodowska.

Skąd mieli dane?

- W tej sprawie jest mnóstwo pytań - mówi w TOK FM prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz i dodaje, że podstawowe, to skąd dane osobowe lekarski znalazły się w innej placówce - Przy zatrudnieniu i zgłaszaniu lekarza trzeba przecież przedstawić dyplom ukończenia studiów, dokument potwierdzający prawo wykonywania zawodu, życiorys własnoręcznie podpisany - wylicza Hamankiewicz i dodaje, że ktoś musiał dokumenty lekarki bez jej wiedzy udostępnić. Jego zdaniem sprawą powinna się zająć prokuratura. Nie wiadomo na razie co zrobi lekarka - Zażądała od przedstawicieli przychodni sprostowania i wyjaśnienia tej całej sprawy. W przeciwnym razie będzie musiała skierować sprawę do prokuratury - relacjonuje poczynania lekarki jej przełożona.

Specjaliści są poszukiwani

Jak się okazuje przychodnia lub szpital może sporo zyskać, gdy zgłosi w NFZ- ecie, że dany lekarz tam pracuje - Fundusz ustala pewne wymogi, także dotyczące liczby lekarzy oraz konkretnych specjalizacji. Jeśli nie ma się określonej kadry nie można prowadzić konkretnych przychodni i nie da się podpisać kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia - wyjaśnia prezes Naczelnej Rady i dodaje, że o takich przypadkach do tej pory się słyszało, ale teraz mamy konkretny przykład. - - Najgorsze, że przychodniom nie są już potrzebni lekarze tylko ich dokumenty, na podstawie których mogą się starać o pieniądze - mówi Hamankiewicz.

Jak nie wiadomo o co chodzi....

TOK FM pytało śląski NFZ - et o możliwe finansowe konsekwencje takiej sytuacji. Rzecznik funduszu odpowiada, że sprawę trzeba dokładnie poznać by móc cokolwiek powiedzieć. Przyznaje, że incydentalnie inny lekarz może zastępować tego, który jest zgłoszony w funduszu, ale zapewnia, że na dłuższą metę jest to niemożliwe.

Gdyby nie przypadek

NFZ zapewnia, że ma system, który wyłapuje gdy lekarze pracują w dwóch miejscach w tym samym czasie. Problem polega na tym, że system nie jest idealny. Gdyby przychodnia nie zgłosiła że lekarka przyjmuje w środę, a wybrała jakikolwiek inny dzień, to o sprawie do tej pory nic byśmy nie wiedzieli.

DOSTĘP PREMIUM