Ceremonia w Smoleńsku była grą - "Nasz Dziennik"

Podczas pielgrzymki rodzin ofiar na miejsce katastrofy prezydenckiego Tu-154M, autentyczny był tylko ból rodzin - pisze "Nasz Dziennik". "One są ponad tym. Ponad grą, jaką naprawdę była ta ceremonia" - twierdzi.

Przemówienia o bólu czy współczuciu, jak pisze "Nasz Dziennik" , "były oczywiście wzruszające, we wszystkim zgodne z wymaganiami protokołu". Zakaz zbliżania się dziennikarzy do rodzin gazeta traktuje z kolei jako ukrywanie prawdy. "Tylko nikt nie odpowiedział na pytanie: dlaczego. A nawet takiego pytania nie zadał!" - czytamy.

Zdaniem "ND" "wszystko to, co dyktuje rozum, a więc zadawanie pytań, podnoszenie takich problemów jak niezabezpieczenie wraku, niedopatrzenia i opóźnienia w śledztwie, obstrukcja współpracy ze stroną polską, musiało ustąpić miejsca podniosłości atmosfery i dostojności gości" - pisze gazeta. Pielgrzymka miała bowiem na celu wywołać emocje.

W swojej relacji z pielgrzymki, dziennik twierdzi, że Rosjanie nie zabezpieczyli wraku prezydenckiego Tu-154M, "i ze wszystkich sił bronią do niego dostępu, dlatego rodziny musiały pokonać kilometr od wraku, który znajduje się w odległej i trudno dostępnej części lotniska, do miejsca katastrofy".

Wczoraj pielgrzymka rodzin - po zapaleniu zniczy przy wraku Tu-154 - przeszła 2,5 km płytą lotniska Siewiernyj w Smoleńsku na miejsce katastrofy, gdzie odbyły się uroczystości. Rodzinom w Smoleńsku towarzyszyła prezydentowa Anna Komorowska, przybyła też Swietłana Miedwiediewa, żona prezydenta Rosji. Następnie bliscy ofiar pojechali na Cmentarz Katyński. Tam wspólnie modlili się pod przewodnictwem kapelana Rodzin Katyńskich ks. Janusza Bąka. Potem pierwsze damy złożyły wieńce na Polskim Cmentarzu Wojennym, po czym nastąpiło symboliczne uderzenie w Dzwon Pamięci przez przedstawiciela rodzin.

DOSTĘP PREMIUM