Kampania reklamowa przed wyborami. Ma pomóc Bydgoszczy czy prezydentowi miasta?

W ogólnopolskich i lokalnych mediach pojawiły się reklamy promujące sukcesy Bydgoszczy i jej obecnego prezydenta. Wszystkie opłacone zostały z miejskich pieniędzy. - Prezydent robi sobie kampanię wyborczą za publiczne pieniądze - krytykują polityczni przeciwnicy Konstantego Dombrowicza.

W telewizji regionalnej pojawiły się spoty reklamujące sukcesy miasta. Kilkustronicowe wkładki na temat Bydgoszczy, jej sukcesów a także planów obecnego prezydenta pojawiły się także w dodatkach do poniedziałkowego "Faktu" i tygodnika "Newsweek". Reklamy kosztowały blisko 20 tys. zł. Pieniądze poszły z miejskiej kasy.

Przeciwnicy prezydenta Bydgoszczy uważają, że taka promocja to część kampanii Konstantego Dombrowicza.

- Pomysł jest nasz. Jest to projekt długofalowy, chodzi o przypominanie mieszkańcom o jakości ich miasta. To jest jakby oczywiste. Nie ma to żadnego związku z wyborami. Jeśli ktoś sobie tego typu związki konstruuje, to znaczy, że jest trochę chory - mówi zdenerwowany prezydent w rozmowie z TOK FM.

- Jeśli tekst reklam jest niemal identyczny jak program wyborczy pana prezydenta, to budzi to wątpliwości. Czy to jest normalne, żeby w bydgoskiej telewizji promować Bydgoszcz? Kampania wyborcza trwa od miesiąca. Tylko dlaczego za pieniądze pani redaktor, za moje pieniądze i za tych wszystkich, którzy mieszkają w Bydgoszczy? Powinien być jasny podpis, że jest to finansowane z pieniędzy komitetu wyborczego i wtedy wszystko jest w jak najlepszym porządku. - mówi Jan Szopiński, kandydat na prezydenta Bydgoszczy z ramienia SLD.

Specjaliści wytykają błąd

Specjaliści nie mają wątpliwości, że doradcy prezydenta popełnili PR-owy błąd. - Miasto ma prawo komunikować swoje sukcesy i obecnemu prezydentowi nie można tego odbierać. Aczkolwiek, to zły moment na rozpoczynanie takiej kampanii. - twierdzi Mieszko Czarnecki, specjalista ds. marketingu politycznego. - To, że akurat w tym momencie się to pojawia, jest błędem warsztatowy i wystawieniem się na niepotrzebne argumenty przeciwników politycznych. Miasto powinno komunikować się z obywatelami cały czas, bo kampania wyborcza nie trwa trzy miesiące a cztery lata. - tłumaczy.

DOSTĘP PREMIUM