Uczelnia spełniła marzenie chorego na białaczkę chłopca

Cud, miód i maliny! Tak o wizycie 14 letniego Jasia na Wydziale Informatyki Uniwersytetu Śląskiego mówi jeden ze studentów uczelni. Chory na białaczkę chłopiec dzięki Fundacji Mam Marzenie stał się na jeden dzień programistą. Zrobił ogromne wrażenie nie tylko na żakach, ale i wykładowcach. I już wiadomo, że będzie mógł częściej przychodzić.

- To nie te czasy, żeby zostać strażakiem. Lubię gry komputerowe, siedzieć przy komputerze, choć rodzice mi zabraniają. Mam ograniczony czas. Może dlatego - tłumaczy swoje marzenie Jaś.

- Limit używania komputera wynosi godzinę dziennie. Jest to związane z jego stanem zdrowia - tłumaczy tata Jasia, a mama dodaje: - No, ale wszystko co się dzieje w domu wiąże się w jakiś sposób z komputerem. I nie tylko na zasadzie grania w gry, ale żeby coś zrobić. Jest bardzo ciekawy - mówi mama Jasia.

Studenci pokazali Jasiowi gry, a mgr Jan Kozak tajniki programowania. Wykładowca był pod wrażeniem. - Na wielu zajęciach cała grupa studentów nie potrafi znaleźć rozwiązania, a Jaś to wymyślił od razu - mówi nauczyciel.

- Każdy powinien realizować swoje marzenia. No, ale jeśli ktoś ma marzenia w moim fachu, to cud, miód i maliny jak to się mówi - cieszył się Robert Czupioł z piątego roku informatyki i obiecał, że zaprosi Jasia do swojego domu. Chłopczyk też zyskał zapewnienie, że i na uczelni jest mile widzianym gościem i może od czasu do czasu brać udział w specjalnych zajęciach.

- Wybraliśmy się na spotkanie z Jasiem, przedstawiliśmy kategorie: "chciałbym zostać", "chciałbym spotkać", "chciałbym stać się", "chciałbym pojechać". Jaś bez zastanowienia, powiedział, że chciałby zostać programistą. Ze względu na stan zdrowia przekładaliśmy realizację tego marzenia, ale na szczęście się udało i Jaś może teraz przenieść się w świat komputerowy - mówi Milena Skupień z Fundacji.

Oprócz marzenia Jasia, Fundacja Mam Marzenie spełniła do tej pory w całym kraju blisko trzy tysiące najróżniejszych pragnień ciężko chorych dzieci.

DOSTĘP PREMIUM