Bydgoscy radni mówią "nie" słodyczom w szkolnych sklepikach

Bydgoscy radni chcą zakazać sprzedaży słodyczy w szkołach. Złożyli już odpowiedni projekt w tej sprawie. - Chcemy, żeby chipsy, batony, napoje gazowane, ale również napoje energetyzujące zniknęły ze szkolnych sklepików - mówi Marek Gralik z PiS-u.

Tymczasem niektóre szkoły radzą sobie same. Sklepik zniknął m. in. ze Szkoły Podstawowej nr 2 w Bydgoszczy. - To był przerażający widok, kiedy za piętnaście ósma widziało się takiego malucha zajadającego chipsy, pewnie często na pusty żołądek. W związku z tym zapadła decyzja, że jednak ze sklepiku rezygnujemy. Tym bardziej, że włączyliśmy się w akcję "owoce w szkole" i chcemy promować zdrowy styl życia - tłumaczy Agata Dopke, dyrektorka szkoły. Uczniowie nie żałują. - Nie tęsknimy do tego sklepiku. Jemy owoce, a czas na długiej przerwie spędzamy nie przed sklepikiem, a na świeżym powietrzu - mówią reporterce TOK FM uczniowie podstawówki.

Pomysłowi radnych kibicują lekarze, bo częste jedzenie słodyczy to prosta droga do nadwagi. A młody otyły, to najczęściej otyły dorosły. - Otyłość to nie tylko defekt estetyczny. To przede wszystkim choroba, która może powodować bardzo ciężkie dla zdrowia, a nawet śmiertelne powikłania - tłumaczy dr Danuta Kurylak z Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy.

Pomysł radnych ma szansę wejść w życie jeszcze w październiku lub na początku listopada.

DOSTĘP PREMIUM