"Bezduszny sąd". Sebastian wciąż nie może wrócić do domu

11-letni Sebastian kolejny miesiąc spędzi u babci mimo, że w domu czekają na niego kochający rodzice. - Teraz to już bezduszność sądu - mówili po poniedziałkowej rozprawie rodzice chłopca i znajomi rodziny. Wnioskowali, by chłopiec mógł wrócić do domu na czas do następnej rozprawy. Ale sąd się na to nie zgodził.

W poniedziałek przed sądem zeznawał m.in. ksiądz z parafii, w której mieszkał Sebastian, miejscowy sołtys, lekarka, która leczy matkę chłopca. Proces toczy się z wyłączeniem jawności, ale nieoficjalnie ustaliliśmy, że świadkowie byli za tym, by dać rodzinie szansę. - Powinien wrócić - mówił sołtys, Leszek Grudzień.

Liczyli na to także rodzice

Rozprawa trwała ponad 3 godziny. W trakcie krótkiej, technicznej przerwy niemal wszyscy wyrażali nadzieję, że się uda; że sąd zmieni zdanie i chłopiec będzie mógł na stałe wrócić do domu (w tej chwili spędza tam tylko weekendy, święta i wakacje). Ale sąd okazał się nieugięty, wyznaczył kolejny termin, na listopad.

Bezduszność sądu

- Odczucie moje i rodziców jest takie, że wszystkie przesłanki zostały spełnione, i materialne i terapeutyczne, by Sebastian mógł wrócić - mówił Paweł Chojecki ze Stowarzyszenia Obrony Rodziców, który pomaga rodzinie Sebstiana. - Odrzucenie tego wniosku o to, żeby Sebastiaan już dzisiaj znalazł się w domu uznaję jako bezduszność biurokratyczną sądu. Niestety - dodał Chojecki.

Rodzice Sebastiana od poprzedniej rozprawy mają adwokata. - Toczy się postępowanie, niech się skończy, sąd wyda orzeczenie. Jest szansa, że już na kolejnym terminie - mówił po rozprawie mec. Andrzej Turczyn.

Trzeba czekać miesiąc

- Przypuszczałam, że dzisiaj będzie ostateczna decyzja sądu, że syn do nas wróci. Tymczasem trzeba czekać kolejny miesiąc. Przykre to bardzo - mówiła po rozprawie mama chłopca. Reporterce TOK FM udało się porozmawiać z lekarką, u której leczy się pani Jola (ma depresję). Pani doktor nie chciała się wypowiadać o tej konkretnej spawie, zasłaniając się tajemnicą lekarską. Odniosła się jednak do problemu matek z problemami związanymi z psychiką. - Uważam, że można zabrać dziecko, jeśli istnieje zagrożenie ze strony matki. Natomiast wszystkie inne sytuacje są dwuznaczne - nie ma wątpliwości dr Bożena Szpila.

W domu spędza weekendy

Sebastian na razie w dalszym ciągu pozostanie u babci (z którą wcześniej rodzina nie utrzymywała bliższego kontaktu). W domu spędza weekendy. Najtrudniejsza jest niedziela, gdy z domu trzeba wracać do babci. - Łapie mnie i matkę, płacze, łzy w oczach. Też psychicznie nie może tego wytrzymać. Tłumi to w sobie wszystko - mówi Dariusz Kita, ojciec Sebastiana.

Petardy na proteście

Rozprawie towarzyszyły protesty przed budynkiem sądu; ich uczestnicy odpalali petardy. Przyjechali m.in. przedstawiciele stowarzyszenia ojców i tzw. Porozumienia Rawskiego. Dowodzili, że sądy są niesprawiedliwe.

11-letni Sebastian na początku roku został zabrany do Domu Dziecka, bo w jego rodzinnym domu było brudno, a rodzice byli niewydolni: matka miała depresję, a ojciec był w szpitalu po amputacji nogi. Decyzji sądu nie rozumiał ksiądz, sołtys, szkoła. Wszyscy podkreślali ogromną miłość Sebastiana i jego rodziców.

DOSTĘP PREMIUM