Biura poselskie słabo zabezpieczone. "Weszli i nie chcieli wyjść"

Dzień po tragicznym wydarzeniu w Łodzi reporterzy TOK FM pytają: jak trudno wejść do biur poselskich w różnych regionach Polski. W Bydgoszczy i na Śląsku nie mieli z tym najmniejszego problemu. Co więcej - pracownicy biur opowiedzieli o swojej bezsilności w razie wtargnięcia i planach, a raczej braku planów, poprawy bezpieczeństwa siedzib poselskich.

Plac Wolności w Bydgoszczy. Pod numerem 1 biuro poselskie Teresy Piotrowskiej z Platformy Obywatelskiej. Domofon, brama i dwoje drzwi. Dokładnie tak samo było tu półtora roku temu, kiedy do biura wtargnęło 16 związkowców. Weszli grzecznie, ale nie byli umówieni. Koniecznie chcieli spotkać się z poseł Piotrowską, która tego dnia była w Warszawie na posiedzeniu Sejmu. W biurze tego dnia, tak jak co dzień była asystentka posłanki: młoda, drobna kobieta Monika Matowska.

- Ze mną była koleżanka, która jest mojej postury, w moim wieku i równie drobna. Panowie byli na szczęście bardzo spokojni, wypili kawę i czekali do zamknięcia biura, czyli do godz. 17, nie chcieli jednak wyjść. Musiałam wezwać policję - wspomina Matowska. - Zaczęła się szarpanina, panowie krzyczeli na policjantów, śpiewali "jeszcze Polska nie zginęła". Funkcjonariusze musieli użyć siły. Nie założyliśmy wtedy ani żadnej kamery, ani innego monitoringu, nie mam nawet gazu w torebce - dodaje Matowska.

W biurze poselskim Prawa i Sprawiedliwości też nie ma żadnych zmian od wczoraj. Nie zmieniono drzwi z domofonem do kamienicy, w której znajduje się biuro kandydata na prezydenta Kosmy Złotowskiego. Ten w rozmowie z TOK FM zapewnia: - Nie jesteśmy ludźmi lękliwymi, jesteśmy czujni. Jeżeli będziemy atakowani to będziemy się bronić. Bo niczego nie zmieni to, czy biura będą monitorowane, czy nie będą, zawsze taka sytuacja może się zdarzyć, bo każdy może do biura poselskiego wejść, zajrzeć, porozmawiać. Nigdy nie wiemy jaka będzie reakcja danej osoby. Jeśli ktoś chce kogoś zabić to go zabije - kwituje Złotowski.

Od wczoraj wszystkie bydgoskie biura poselskie w godzinach pracy patrolują strażnicy miejscy.

Bez problemu można wejść do biur poselskich PiS i PO na Śląsku

Nie ma dodatkowej ochrony w siedzibach posłów PiS również na Śląsku. Nasza reporterka bez problemu dostała się do siedziby regionalnej partii oraz do budynku, w którym przebywa rzecznik regionalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości.

- No w sumie tu mamy źle, bo oni mają tam taką wnękę i nie ma kamer, ani nic ogółem. I tu nie jestem w stanie, żeby się każdego pytać, bo i tak w plecaku mogą śmiało coś wnieść - mówi portier. Na budynku nie ma jednak informacji, że w środku przebywają politycy PiS. Kazał ją ściągnąć, co prawda już po wydarzeniach w Łodzi, Marek Migalski. Ale polityk nie jest związany z partią.

- Pani liczy, ze może nas ktoś napaść? Przyszedł dziennikarz liberalnego medium, a pani nam mówi o szaleńcach - powiedział na powitanie dziennikarki TOK FM Piotr Pietrasz. I poważnie: - Postaramy się poprawić obsadę osób dyżurujących, aby było więcej mężczyzn. Możemy poprosić policję, ale przecież policja nie będzie nam siedziała cały czas w biurze, czy pod biurem. Czekam na koncepcje ogólnopolskie. Natomiast tu w Katowicach się takie rzeczy nie zdarzają, oczywiście są różne reakcje. Generalnie rzadko się zdarza, żeby przeciwnicy polityczni odwiedzali biura. Szaleniec nie ma wypisane na czole, że jest szaleńcem, idąc ulicą też może pani spaść cegłówka na głowę - tłumaczył Pietrasz.

Dodatkowych zabezpieczeń nie widać też w biurach poselskich PO. - Nie można popadać w paranoję, bo to będzie chore. Biura poselskie z racji sprawowanego mandatu są dla społeczeństwa - uważa Marek Mróz, dyrektor biura poselskiego Jerzego Ziętka.

Marek Wręczycki ze Śląskiej policji potwierdza, ze nie było próśb z biur poselskich o dodatkową ochronę.

DOSTĘP PREMIUM