Na katowickim dworcu ruszył remont. Panuje chaos

Rozpoczął się demontaż najważniejszej części katowickiego dworca. Hala główna została zamknięta i życie dworca przeniosło się na drugą stronę. I chociaż o zmianach informują pracownice PKP, ubrane w jaskrawo-zielone kamizelki, panuje chaos... Na pocieszenie podróżni dostają zielone baloniki.

Polecamy: Przebudowa dworca PKP w Katowicach - czytaj relację

Od strony centrum, jeszcze na razie, na drugą stronę dworca dostać się można specjalnie wydzieloną trasą. Tam są kasy biletowe, rozkład jazdy pociągów, toalety, bankomat, kantor i fast-food.

- Za mało informacji, jak dostać się do kas - słychać z wielu stron. - Ludzie mówią, że jestem niewidoczna - skarży się ubrana w odblaskową kamizelkę pracownica PKP. - Ale i tak podchodzą i pytają. Biorą też ulotki - dodaje.

- Mogliby zrobić podjazd dla wózków - mówi mężczyzna, który wraz z żoną próbuje zejść po schodach od strony estakady. Wózek z niemowlakiem muszą niestety znieść, bo zjazdu nie ma. Po drugiej stronie, od ulicy Andrzeja jest już lepiej - znajduje się tam ruchoma winda dla niepełnosprawnych. Oprócz biletu, można tam kupić prasę, zjeść hamburgera czy ciastko. - Jestem tu na zastępstwie i ludzie mnie też od rana pytają jak dojść do kas - uśmiecha się pani, która sprzedaje drożdżówki .

W nowej poczekalni tłoczą się podróżni. Jest jeszcze jedna od strony Konopnickiej. - Mam siedemdziesiątkę i bez problemu tu trafiłam- cieszy się podróżna. Jej sąsiadka narzeka jednak, że z megafonów słabo słychać. Rzeczywiście, nie wiadomo jaki pociąg i skąd odjeżdża, trzeba zgadywać.

- Brakuje tu skrytek na bagaż, pani patrzy ile tu ludzi. Nie ma gdzie oddać. W Wiedniu też remontują dworzec. Melexami ludzi na perony dowożą. A tu co? Zielone baloniki. Zamiast tego, daliby biednym dzieciom na zupę - rzuca zdenerwowana pasażerka.

DOSTĘP PREMIUM