Dlaczego nie lubimy warszawiaków? A może to mit?

Za co nie lubimy warszawiaków? Za to, że mieszkają w stolicy? Że czują się pępkiem kraju? Że na imprezach rozmawiają głównie o pracy, pieniądzach i o tym, kto się czego już w życiu dorobił? Mieszkańcy innych miast nie przepadają za warszawiakami. Ale czy naprawdę stolica jest taka zła, jej mieszkańcy grubiańscy i przemądrzali? Może to po prostu zazdrość tych, którzy mieszkają nieopodal Warszawy? A może to tylko kolejny stereotyp?

Co sądzicie o warszawiakach? Czy naprawdę nie są lubiani? Piszcie>>

- Warszawa da się nie lubić - śpiewa Stanisław Soyka, parafrazując słowa innej znanej piosenki o stolicy, która jednak da się lubić. A na ulicach Polskich miast od Katowic po Gdańsk mówi się o warszawiakach różnie. Wśród niepochlebnych opinii królują stereotypy.

- Ciekawi ludzie, ale bardzo pewnie siebie, warszawscy cwaniacy - mówi mieszkanka Bydgoszczy. - Za mało spokoju mają w sobie i przekazują to dalej - to opinia z Poznania. - Są zarozumiali i aroganccy, rozpychają się na stokach narciarskich - dorzuca mieszkaniec Łodzi. - I myślą że jesteśmy z prowincji - kwituje łodzianka.

W sondażu Warszawa ostatnia

Przy okazji rozstrzygnięcia pierwszego etapu starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku, przeprowadziliśmy na portalu tokfm.pl krótki sondaż . Internauci mieli odpowiedzieć na pytanie: Które miasto powinno reprezentować Polskę w wyścigu o ten tytuł. W momencie, gdy publikowaliśmy tekst, głos oddało w sumie 4545 interneutów. Warszawa była na ostatnim miejscu (12 proc. głosów). Czy to wynik ich świadomości, że tytuł ESK powinien raczej dawać szanse miastom mniejszym, niż stawiać na te, o których wiadomo, że "tętnią życiem kulturalnym"? Czy też raczej kolejna okazja dla głosujących, by dać wyraz swej niechęci do Warszawy?

- To miasto ma tak dużo atutów, że nie potrzeba mu naszych głosów - komentuje wynik stolicy socjolog i varsavianista Krzysztof Martyniak.

"Nie lubię z Warszawy" - "Lubię to!"

Lista wad Warszawy wyliczanych na forach internetowych nie należy do najkrótszych. Odwiedzających stolicę irytują zwyczaje kierowców, którzy trąbią na innych nie-warszawiaków, przedziwna architektura dworca centralnego, ohydny smak wody w kranie. Ogromne przestrzenie i knajpy zamykane już o północy. Tych, którzy nie przepadają za stolicą, można łatwo znaleźć choćby na Facebooku. Zrzeszają się na różnych profilach: "Nie lubię Warszawy i warszawiaków" - kilkuset użytkowników, "Nie jestem z Warszawy" - kilka tysięcy zadeklarowanych zwolenników. W sieci roi się od opisów absurdów, do których rzekomo dochodzić może tylko w Warszawie, a w internetowych sklepach zaopatrzyć się można w widoczny dowód dezaprobaty dla stolicy, koszulkę z napisem: "Nie jestem z Warszawy". To trzy dni oczekiwania na przesyłkę i wydatek 30 zł. Radość z noszenia takiego znaku - bezcenna. W Krakowie taki podkoszulek można kupić od ręki w niektórych salonach prasowych.

Na "warszawkę" pracują Łomianki

- W krakowskiej restauracji w toalecie męskiej wisi duża tablica " Przybyszom z obecnej stolicy Polski przypominamy o umyciu rąk" - mówi krakauerolog Leszek Mazan. - To nie my nie lubimy Warszawy, tylko ona nie lubi nas, bo ma wobec nas ogromne kompleksy - dodaje.

- Modny jest teraz taki styl, w którym deklarujemy: nie mam telewizora, nie biorę udziału w wyścigu szczurów, nie jestem z Warszawy, nie jestem lanserem. To czysta głupota, która, jak wiadomo, nie ma granic ani narodowości - ripostuje socjolog Krzysztof Martyniak. - Sam byłem ostatnio w delegacji na konferencji, gdzie mówili o mnie z przekąsem, że przyjechałem z "warszawki". To prawda, urodziłem się w Warszawie, ale sporą część swojego życia spędziłem w Trójmieście. Tam też na własnej skórze doświadczyłem takich pajaców z Warszawy. Przyjechali ze stolicy i udawali strasznie bogatych. Mieli niezwykle nieprzyjemny styl bycia. Jak się później okazało, pochodzili z Łomianek i okolic Pruszkowa. Właśnie taki typ ludzi robi temu miastu złą renomę. A odwołując się do historii, przekonanie o wyższości Warszawy bierze się z czasów po II wojnie światowej, gdzie z całego kraju zwożono dobra dla Warszawy i do Warszawy - mówi Martyniak.

Nie ma sensu walczyć ze stereotypami

Marta ma 28 lat. Przyjechała do stolicy rok temu i nie może się odnaleźć. Mąż dostał lepszą pracę, większe pieniądze, zostawili wszystko, zabrali dwójkę dzieci i zamieszkali na peryferiach Warszawy. Mąż pracuje od rana do nocy, realizuje się. Marta opiekuje się dziećmi i nie może przekonać się do tego miasta. - Nie lubię tu być. Kiedyś pani w sklepie wyprosiła mnie, bo dzieci zachowywały się za głośno i nie mogłam zmieścić się z wózkiem w drzwiach. Na placu zabaw nie nawiązuje się znajomości, każdy tak naprawdę żyje tu dla siebie, zamyka się w swoim świecie i ja też się z tym wszystkim zamykam.

- Często bywa, że ktoś tu przyjeżdża z wielkimi planami na życie, nie może sobie znaleźć miejsca i narzeka, że Warszawa jest taka, siaka czy owaka - ripostuje Krzysztof Martyniak. - Własne niepowodzenia przekładają się na nielubienie Warszawy. Ja bym z tym nie walczył. Stereotypy i uprzedzenia istnieją w naszej świadomości, co jest zupełnie naturalne. Są te przykre i złe, ale są też dobre. Źle jest zwalczać dżumę cholerą. Wystarczy tu po prostu przyjechać i pobyć.

Warszawę kocham, ale Kraków bardziej

- A ja lubię Warszawę, mam tu wielu przyjaciół, ludzi, do których lubię przyjeżdżać. Starsi z chęcią opowiadają historię swojego życia i swojego miasta. Kiedy siadam na jakieś ławce w parku, zaraz rozpoczyna się rozmowa z Warszawą w roli głównej. To miasto, które podźwignęło się z gruzów, bardzo dynamiczne. Tu można się rozwijać i realizować - przekonuje Aldona Jankowska, aktorka znana z "Rozmów w Tłoku" u Szymona Majewskiego, gdzie wciela się m.in. w rolę obecnej prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Aldona na co dzień mieszka w Krakowie, ale pracuje głównie w stolicy. Na pytanie, dlaczego do tej pory nie przeprowadziła się na stałe, by rozwiązać większość problemów i połowy życia nie spędzać w pociągu, aktorka bez namysłu odpowiada: - Warszawę kocham, ale Kraków kocham jeszcze bardziej.

- Teraz już bardziej lubię warszawiaków, ponieważ są coraz mniej warszawscy - przyznaje Leszek Mazan. Jak dodaje, nie lubi głównie "warszawki".

- Dziś prawdziwych warszawiaków, jak i prawdziwych krakusów, zostało już naprawdę niewielu. A stereotypów jest tyle, ile miast; przecież w obiegowej opinii poznaniacy to sknery, mieszkańcy Krakowa to centusie, a Kaszubi mają włosy na podniebieniu - ironizuje Martyniak.

 

Jesteś rodowitym warszawiakiem?

DOSTĘP PREMIUM