Gdynia: Na drodze wewnętrznej mandatu nie dostaniesz

Na drogach wewnętrznych - mimo nowelizacji prawa o ruchu drogowym - kierowcy nadal bezkarnie łamią przepisy. O bezradności policji i Straży Miejskiej przekonał się jeden ze słuchaczy Radia TOK FM z Gdyni, który domagał się interwencji, gdy kolejny raz kilka samochodów zablokowało mu wyjazd z garażu.

Samochody parkują na krętym, jednokierunkowym wyjeździe spod bloku. - To koszmar - żali się pan Marian - w sezonie zimowym regularnie dochodzi tu do stłuczek. Kiedy wyjeżdżamy z hali garażowej to czasami warunki potrafią zaskoczyć. Wyjazd między tarasującymi drogę autami to spora porcja nerwów - dodaje.

Przy drodze stoją znaki zakazu zatrzymywania się i postoju, jest tablica informująca o drodze wewnętrznej i tabliczka grożąca parkującym odholowaniem auta. - To nic nie daje - rozkłada ręce pan Marian - wczoraj, gdy po obu stronach tej wąskiej drogi zaparkowało pięć samochodów zadzwoniłem na policję.

Policja nie może. Straż czeka na przepisy

- Poczułem się rozczarowany i bardzo zdziwiony - opowiada gdynianin - usłyszałem, ze policja nie może włożyć mandatu za wycieraczkę ani założyć blokady na koło i że lepiej będzie zadzwonić do Straży Miejskiej. Tam z kolei wytłumaczono mi, że zanim nie pojawią się nowe znaki to zmiana przepisów jest zmianą martwą. Okazało się, że żadne służby nie są w stanie przeprowadzić interwencji w tak prostej sprawie - kiwa głową.

- Interweniujemy na drogach wewnętrznych tam gdzie na przykład są blokowane drogi pożarowe - tłumaczy Joanna Skrent z Komendy Wojewódzkiej Policji - ale w niektórych miejsca musi pojawić się znak "strefa ruchu" i wtedy będziemy mieli większe możliwości karania kierowców. Znowelizowane prawo pozwala interweniować na terenie - w praktyce nieistniejących - stref ruchu, ale daje też możliwość karania za nieprzestrzeganie znaków drogowych. I tu pojawia się kolejny problem. Znaki muszą być legalne.

Sami stawiali znaki. Trzeba czekać?

Kierowcy nie mogą czuć się bezkarni - przekonuje inspektor Andrzej Pędziwiatr ze Straży Miejskiej - ale sprawa nie jest taka prosta. Znaki drogowe na drogach wewnętrznych muszą być ustawione zgodnie przepisami wykonawczymi znowelizowanej ustawy. Na drogach wewnętrznych właściciele czy zarządcy sami stawiali znaki często nie spełniające wymagań - tłumaczy - ustawodawca dał dwa lata na zweryfikowanie całego oznakowania.

Czy do tej pory każdy może parkować na drogach wewnętrznych łamiąc wszelkie zasady? W teorii nie ale w praktyce już tak.

- Sprawa musi być jednoznaczna - tłumaczy inspektor Pędziwiatr. Strażnik musi mieć pewność, ze znak na podstawie którego wystawia mandat jest postawiony zgodnie z przepisami. W samym wniosku o ukaranie musi być określone kto stawiał znak i czy spełnia on wymagania. A tego strażnik na miejscu zdarzenia często nie jest w stanie sprawdzić.

Zarządcy dróg wewnętrznych, spółdzielnie czy wspólnoty powinny jak najszybciej kwestie oznakowania uzgodnić z Zarządem Dróg i Zieleni - radzi Straż Miejska - jeśli tego nie zrobią, sami za dwa lata mogą zostać za to ukarani.

Czy Straż Miejska reaguje na zgłoszenia dotyczące łamania przepisów na drogach wewnętrznych? Przeprowadziliśmy kilkanaście interwencji w podobnych przypadkach - przyznaje inspektor Pędziwiatr - ale ze względu na brak pewności co do zasadności oznakowania interwencje kończyły się pouczeniem a nie wnioskiem o ukaranie.

Pan Marian zapewne jeszcze nie raz będzie musiał przeciskać się między samochodami ustawionymi tuż za znakiem. Jeśli starczy mu wytrwałości, może spytać zarządcę drogi, czy oznakowanie spełnia wymagania nowych przepisów. Jeśli będzie miał tego potwierdzenie, najlepiej na piśmie - może spróbować zadzwonić na policję czy straż miejską jeszcze raz.

DOSTĘP PREMIUM