Spłonęło 17 cystern - 200 tys. m sześc. produktów naftowych. "Z narażeniem życia ratowali mienie"

- To jedna z najtrudniejszych sytuacji, z jaką mięliśmy do czynienia w ostatnich latach - powiedział komendant główny straży pożarnej o akcji gaszenia pożaru w Białymstoku. Spłonęło łącznie 17 wagonów, dwie lokomotywy oraz nastawnia

Skład 32 cystern, z tego 17 objętych pożarem, to zdarzenie bardzo duże, podobnie jak zagrożenie - zaznaczył po opanowaniu pożaru komendant główny straży pożarnej gen. brygadier Wiesław Leśniakiewicz. Największym problemem, jak zaznaczył, było odciągniecie od pożaru 6 cystern, które nie były objęte pożarem.

Płoną cysterny z olejem napędowym

Teraz druga faza akcji ratowniczej, "równie trudna i równie niebezpieczna", podkreślił komendant. - I tutaj będzie wsparcie dla strażaków podlaskich plutonami chemicznymi z województwa mazowieckiego i lubelskiego, bowiem trzeba wszystkie produkty ropopochodne, które zostały w tych zbiornikach, opróżnić i wywieźć z miejsca zagrożenia - powiedział.

Ranni maszyniści zwolnieni ze szpitala

Prezydent Białegostoku podziękował wszystkim służbom ratowniczym, które "z narażeniem życia ratowały mienie i spowodowały, że poza dużymi stratami materialnymi, miasto Białystok nie ucierpiało". - Nie ma ofiar w ludziach, to jest najważniejsze, dwóch maszynistów, którzy zostali ranni w tym zderzeniu, po ambulatoryjnym udzieleniu pomocy, zwolniono do domu - powiedział Tadeusz Truskolaski. - Również Wojewódzka Inspekcja Ochrony Środowiska nie stwierdziła zagrożeń związanych z zanieczyszczeniem środowiska - dodał.

39 pojazdów, 160 ludzi w strefie zagrożenia

- Dzięki temu, że woj. Podlaskie ma naftobazy, ten sprzęt techniczny o odpowiednich parametrach - 34 pojazdy ciężkie - sprawiły, że mogliśmy stanąć do walki z tym żywiołem jak równy z równym - powiedział komendant podlaskiej straży pożarnej Jan Gadkowski. Jak dodał, problemem było to, że w jednym z e składów były też cysterny z gazem propan butan. - Na szczęście te zasoby były wymieniane, to 39 pojazdów, ponad 160 ludzi, którzy bezpośrednio byli w strefie zagrożenia - dodał komendant podczas briefingu podsumowującym akcję.

Zdaniem prezydenta Białegostoku, miasto jest przygotowane na to, by takie składy przejeżdżały. - Są one zgłaszane - powiedział i dodał, że tę sytuację, która miała miejsce dzisiaj rano zbada prokuratura oraz odpowiednie służby. - Z punktu widzenia miasta korzystniej byłoby, gdyby transporty niebezpiecznych substancji omijały Białystok - mówił wojewoda, ale jak zaznaczył "jest to najważniejsza linia przebiegająca od Warszawy do Helsinek". - Będzie ona w najbliższych latach modernizowana. Chodzi o to, by podnosić parametry bezpieczeństwa - osumował.

Zahaczenie boczne podczas wymijania

Do wypadku doszło podczas mijania się dwóch pociągów. Jak mówił komendant podlaskiej straży pożarnej Jan Gadkowski, ze wstępnych ustaleń wynika, że "jeden z wagonów, wiozących też sprasowany złom do huty, zahaczył lokomotywę". - Nastąpiło wykolejenie się dwóch lokomotyw, które ciągnęły składy, była to potężna siła, która pchała te składy i nastąpiło wyboczenie, wykolejenie się kolejnych cystern i wszystko zgromadziło się z w jednym miejscu. (...) Zahaczenie było boczne, przy wymijaniu się - dodał.

Każdy ze strażaków stanął na wysokości zadanie

Pytany przez dziennikarzy komendant podlaskiej straży pożarnej o to, czy któryś ze strażaków wyróżnił się podczas akcji, powiedział: - Każdy ma określone zadania i trudno wyróżnić strażaka, który pracował na pierwszej linii, jak też dowódców poszczególnych odcinków, którzy realizowali zaopatrzenie wodne, odpowiedzialni byli za łączność z PKP. Każdy stanął na wysokości zadania, ludzie pojawili się z wolnych służb z urlopów, dużo kadry przybyło samodzielnie, żeby wesprzeć nasze działania, bo jest to ogrom zadań, które należy jednocześnie podejmować podczas takiego zdarzenia -dodał komendant. Żaden strażak nie ucierpiał. Dbając o ich bezpieczeństwo, wsparto się działkami wodnymi "o możliwości rzutu środka gaśniczego do 120 metrów".

Trzy zbiorniki rozerwało

Ocena skutków pożaru utrudniona była wysoką temperaturą, dużym zadymieniem o raz tym, że wszystkie wagony nagromadziły się w jednym miejscu - mówią strażacy. - Trudno było dokonać precyzyjnego wyliczenia ilości zbiorników, które zostały uszkodzone i zostały objęte pożarem. - Co najmniej trzy zbiorniki uległy rozerwaniu, widziałem płaszcz jednej z cystern, to jest normalnie wyprostowana blacha - relacjonował komendant główny straży pożarnej gen. brygadier Wiesław Leśniakiewicz.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM