Lepiej nie chorować. Szpitale w Bydgoszczy przyjmują tylko nagłe przypadki

Szpitale nie mają pieniędzy i nie przyjmują zapisów do specjalistów. Taki problem jest m. in. w Bydgoszczy. - Zabiegi przesuwanym na przyszły rok - mówią dyrektorzy szpitali..

Szpital Uniwersytecki nr 2 im dr Biziela przyjmuje tylko nagłe przypadki. - Wszystkie przypadki ratujące życie przyjmujemy. Natomiast wszelkie planowe operacje, zabiegi są przesuwane niestety na przyszły rok - mówi Zbigniew Sobociński, dyrektor ds. lecznictwa. - W niektórych dziedzinach są ponad roczne kolejki, oczywiście obowiązek zapisywania trwa, natomiast jest to wszystko grubo po pierwszym kwartale przyszłego roku. - dodaje.

Pacjenci nie kryją zdenerwowania. - Lepiej nie chorować. Ale co mamy zrobić? Powinniśmy dostać się normalnie do lekarza, a nie płacić horrendalne kwoty prywatnie, bo przecież innego wyjścia nie ma, prawda? - pyta pani Sabina, pacjentka Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy.

Jedna z najdłuższych kolejek jest do endokrynologa. - W ubiegłym roku w grudniu rejestrowałam się, a wizytę mam w przyszłym roku w styczniu. Takie długie są kolejki i tyle czekania. I jak ktoś nie ma pieniędzy, żeby pójść prywatnie, to niestety musi umierać - mówi reporterce TOK FM pacjentka z Inowrocławia.

Tymczasem pieniędzy na leczenie będzie jeszcze mniej. W przyszłym roku kuajwsko-pomorskie szpitale dostaną z NFZ o 42 mln zł mniej. Lecznice będą negocjować aneksy do umów. - Propozycja NFZ jest o niecałe dwa procent niższa od ubiegłorocznej. I naprawdę trzeba się mocno zastanowić, czy taki kontrakt w ogóle podpisywać. Jeżeli nie podpiszemy, to oczywiście funkcjonujemy normalnie przez trzy miesiące na starych zasadach, a później zobaczymy, co będzie. Poczekajmy, co będzie. Mam nadzieję, że do największych szpitali trafi więcej pieniędzy - mówi Zbigniew Sobociński.

DOSTĘP PREMIUM

TOK FM PREMIUM