Chcesz się wydostać z dworca? Dzwoń dwa dni wcześniej

Podwójne tory albo kilkadziesiąt stromych schodów. Takie przeszkody muszą pokonać niepełnosprawni na dworcu w podkrakowskich Krzeszowicach. Dwunastotysięczne miasteczko szczyci się Ośrodkiem Rehabilitacji Narządu Ruchu, ale żeby do niego dotrzeć pacjenci muszą ryzykować własnym zdrowiem i życiem.

Większość pociągów wjeżdżających na dworzec w Krzeszowicach zatrzymuje się na peronie drugim. Peron od reszty miasteczka oddzielają podwójne tory i kładka bez podjazdów dla wózków. Żeby przez nią przejść trzeba pokonać kilkadziesiąt stromych schodów. Można też na skróty przez tory - nielegalnie i niebezpiecznie.

Bartek Remin, który jeździ na wózku inwalidzkim tę drogę dobrze zna. - Mieszkam w Krzeszowicach, ale pracuję i studiuję w Krakowie - opowiada. - Często korzystam z pociągów, ale muszę też korzystać z pomocy innych, żeby przenieśli mnie przez tory, bo wniesienie mnie na kładkę z wózkiem jest praktycznie niemożliwe - twierdzi. Problem mają też rodzice z dziećmi w wózkach.

Daj znać 48 godzin wcześniej

Na drzwiach dworca jest przyklejona kartka z informacją, że niepełnosprawny, który chce przyjechać do Krzeszowic musi to zgłosić najpóźniej dwie doby wcześniej. - Wtedy skierujemy pociąg na peron pierwszy, z którego już spokojnie można wydostać się do miasta - tłumaczy Robert Kowal, rzecznik PKP Polskich Linii Kolejowych - Jak na razie jest to jedyne rozwiązanie.

Ale tu problemy Bartka się nie kończą. Nawet jeśli uda mu się zaplanować podróż z dwudniowym wyprzedzeniem i pociąg rzeczywiście wjedzie na peron bliżej budynku dworca, nie ma jak z niego wysiąść. Poziom peronu pierwszego jest dużo niżej niż wejście do wagonu. Ktoś musi go wynieść razem z wózkiem. O pomoc prosi zwykle obsługę pociągu albo współpasażerów. - Już podczas jazdy szukam takich na oko silnych, bo razem z wózkiem ważę kilkadziesiąt kilogramów - uśmiecha się.

Przejście było, ale nie spełniało warunków

Jeszcze dwa lata temu wydostanie się z dworca w Krzeszowicach było bardzo proste. Perony łączyło betonowe przejście. - Tak zwane służbowe, ale niepełnosprawni też go używali - mówi Kowal. - Niestety po kontroli NIK musieliśmy je zlikwidować bo było niezgodne z normami unijnymi - rozkłada ręce. Zlikwidowali szybko, a nowego jak nie było tak nie ma. Koszt budowy takiego przejścia to około 50 tysięcy złotych. PKP chciało, żeby zrzuciła się na to gmina. Ta odmówiła, bo kładka to teren kolejowy.

PKP obiecuje, że przejście pojawi się na dworcu dopiero w 2014 roku.

TOK FM PREMIUM