Sąd skazał, ale strona z ''listą śmierci'' wciąż działa

Twórcy neofaszystowskiej strony internetowej Redwatch.info zostali dzisiaj skazani na kary więzienia. Pomimo tego strona internetowa, gdzie pojawiły się "listy śmierci" z nazwiskami kilkuset osób, zwanych przez autorów strony "zdrajcami białej rasy" dalej działa.

- To mi nie przeszkadza. Rozumiem, że serwer jest gdzieś za granicą i organy ścigania nie mają do niego dostępu - mówi jedyny czarnoskóry poseł w Sejmie, urodzony w Nigerii John Godson. Na stronie redwatch są: jego nazwisko, zdjęcie i adres. On sam nazwany jest małpą. - Nie sądzę, by można to było zmienić przez napiętnowanie bądź karanie tych ludzi. Mam inne sposoby rozwiązywania takich problemów. Postępuję zgodnie z naukami Jezusa Chrystusa. Nadstawiam drugi policzek - mówi poseł.

Dzisiaj Sąd Okręgowy we Wrocławiu uznał Andrzeja P., Bartosza B. oraz Mariusza T. winnych redagowania strony internetowej redwatch. Według sądu, w ten sposób nawoływali publicznie do przemocy wobec osób innej orientacji seksualnej czy innej narodowości.

Zdaniem Godsona zamiast wsadzić twórców strony do więzienia lepiej byłoby wysłać ich jako wolontariuszy do ośrodka dla uchodźców. - Niech poznają tych ludzi, usłyszą historie tych ludzi. Wyślijcie ich do jakiegoś kraju afrykańskiego. Tam będą mieli częsty kontakt z "innością" i tam takie osoby się zmienią - mówi Godson.

Najsurowszą karą jaką wymierzył wrocławski sąd było 1,5 roku więzienia. - To dobra informacja - mówi Bartosz Arłukowicz z SLD. - Powinniśmy wszyscy walczyć. Po takim wyroku sądu ta strona powinna być niezwłocznie zamknięta. Mam nadzieję, że władze poradzą sobie z tym problemem - dodaje poseł.

Arłukowicz o RedWatch: Powinni być eliminowani

Skazani nie pójdą jednak do więzienia. Na poczet kary zaliczono im czas spędzony w areszcie.

PiS o Redwatch: W sytuacji nawoływania do nienawiści państwo musi karać

DOSTĘP PREMIUM