Marta Kaczyńska: Podczas kampanii mojego stryja sztab wyborczy nie istniał

Kampanię przeciw mojemu ojcu rozpętały osoby kształtujące największe media w Polsce, a wizerunki mojego stryja i taty są tak samo zakłamane - mówi Marta Kaczyńska w wywiadzie dla "Gazety Polskiej". Córka zmarłej pary prezydenckiej bardzo krytycznie ocenia też działania sztabu podczas kampanii prezydenckiej prezesa PiS.

Marta Kaczyńska-Dubieniecka w wywiadzie dla "Gazety Polskiej" mówi m.in. o rozpętanej w mediach "kampanii nienawiści" po objęciu przez Lecha Kaczyńskiego urzędu prezydenta. - Nie spodziewaliśmy się bezwzględnego, bezlitosnego i okrutnego atakowania. (...) Tata był obiektem bezdusznego poniżania zarówno w programach publicystycznych, informacyjnych, jak i rozrywkowych. Można powiedzieć, że część mediów z poniżania Jego osoby uczyniła stały punkt programu (...). To było przerażające - uważa.

Kaczyńska wspomina też, że jej ojciec wiedział, że "nie była oddolna akcja poszczególnych dziennikarzy". - O rozpętaniu tej nagonki zdecydowało środowisko kształtujące największe media w Polsce. (...) Ci ludzie (dziennikarze - przyp.red.) wiedzieli, iż w ich redakcjach nie było zapotrzebowania na prawdę o Lechu Kaczyńskim, tylko na degradowanie Lecha Kaczyńskiego jako polityka, prezydenta i jako człowieka - twierdzi.

"Nie darzę Rosjan takim zaufaniem jak Tusk czy Komorowski"

Kaczyńska podziela zdanie swojego stryja i uważa, że gdyby nie ta "kampania poniżania i degradowania Lecha Kaczyńskiego" do katastrofy smoleńskiej by nie doszło. - Zawsze bałam się o Rodziców, gdy latali tupolewami. Wiedziałam, że to stare, mocno wyeksploatowane radzieckie samoloty. Poza tym nie jestem osobą darzącą takim zaufaniem naszego wschodniego sąsiada jak prezydent Komorowski czy premier Tusk - dodaje.

Córka pierwszej pary wspomina, że o tragedii dowiedziała się z telewizji. - Natychmiast zadzwoniłam do Biura Ochrony Rządu, by się dowiedzieć, co naprawdę się wydarzyło. Wydawało mi się, że kto jak kto, ale służba odpowiedzialna za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie będzie dysponowała najpewniejszymi informacjami. Tymczasem okazało się, że nie wiedzieli dosłownie nic - mówi.

"Wizerunek Stryja jest nie mniej zakłamany niż Taty"

W tamtych dniach, jak wspomina, jej stryj wziął na siebie "ciężar najbardziej traumatycznych procedur". Według Kaczyńskiej prezes PiS wahał się czy startować w wyborach prezydenckich, ona jednak nie miała wątpliwości, że powinien wystartować. - Od początku Go do tego namawiałam i całym sercem byłam z Nim. Miałam przekonanie, że to była Jego powinność, choć jednocześnie zdawałam sobie sprawę z tego, w jak potwornym był stanie - powiedziała.

Sama nie chciała angażować się w kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńskiego, bo bała się, że wyborcy zinterpretują to jako próbę "wzbudzenia litości". Jak twierdzi, zawsze starała się unikać mediów, bo "bycie celebrytą nigdy nie było jej ambicją". Podczas kadencji swojego ojca nie chciała udzielać się w mediach, ponieważ była w trakcie aplikacji adwokackiej. Przyznaje jednak, że bardziej otworzyła się na media podczas kampanii wyborczej stryja. - Po tragedii smoleńskiej chciałam, po pierwsze, powiedzieć prawdę o moich Rodzicach, a po drugie - przedstawić prawdę o Stryju, bo przecież Jego wizerunek jest nie mniej zakłamany niż wizerunek mojego Taty - mówi.

Chaos w kampanii wyborczej. "Sztab nie istniał"

Kaczyńska krytycznie wypowiedziała się o kampanii prezydenckiej swojego stryja. - Miałam jednak już wówczas wrażenie, że coś takiego jak sztab wyborczy, czyli jądro kierujące i tworzące kampanię, nie istniało. W działaniach ludzi tworzących kampanię wyborczą Stryja był ogromny chaos - uważa. Jak mówi, dostrzegała wówczas, że kierownictwo sztabu prezesa PiS z zaangażowaniem starało się wyciszyć potrzebę wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Wspomina, że "osoby tworzące sztab wyborczy" chciały, by powstrzymała swojego stryja przed udzieleniem wywiadu dla "Gazeta Polska", w którym mówił o przyczynach katastrofy tupolewa. Wypowiedzi polityków PJN, którzy "nazywają się spadkobiercami spuścizny Lecha Kaczyńskiego" podsumowuje krótko: - Zaprzeczają sami sobie. Żal tego słuchać - powiedziała.

Rok 2010 według fotoreporterów agencji AP [ZDJĘCIA]

DOSTĘP PREMIUM