"Podróż koleją po Sylwestrze? Odkąd pamiętam to rzeźnia"

- Ta sytuacja dramatyczna. To nie jest bardzo skomplikowane przewidzieć z jakich miejsc Polski ludzie będą wracali tego dnia - mówił w Poranku TOK FM Piotr Kraśko. - Niewykluczone, że kolej ma teraz mniejsze możliwości mobilizacji w momencie, kiedy została podzielona na kilka spółek - dodał Seweryn Blumsztajn. - W taniej kolei, gdzie płaci się grosze za przejazd, trzeba liczyć się z taką sytuacją - oponował Jarosław Gugała.

Powrót do domu pociągiem po noworocznej zabawie dla wielu pasażerów okazał się dramatyczny lub wręcz niemożliwy. PKP nie było przygotowane na tak dużą liczbę podróżnych. Na niektórych połączeniach dochodziło do sytuacji, że w pociągu, w którym mieści 100 osób, podróżowało ich ponad 180.

- Do pociągu, który miał jedynie cztery wagony trudno było wejść już w Szczecinie. W Poznaniu na peronie została jakaś setka ludzi, na kolejnych stacjach niektórzy podróżni nawet nie próbowali otwierać drzwi. Staliśmy jak bydło, kilkanaście osób w przejściu na samym końcu pociągu, w toalecie cztery i mały piesek. Śmialiśmy się, bo co innego było robić. Dopóki nie przyszedł na stacji w Kole konduktor, który na siłę otworzył drzwi do wagonu, krzycząc "przesuwać się! inni też chcą jechać tym pociągiem". Problem w tym, że nie było gdzie się przesuwać - zrobiliśmy więc awanturę, konduktor odpuścił, ale niewiele brakowało do wybuchu agresji - mówi Radiu TOK FM jedna z podróżujących wczoraj koleją na trasie Lublin-Szczecin.

"Kolej? Odkąd pamiętam to rzeźnia"

Sytuacja na kolei była przedmiotem dyskusji publicystów w dzisiejszym Poranku Radia TOK FM. - Ja już mam trochę lat i zawsze w takich momentach kolej była oblężona i zawsze jest oblężona. Musimy w tym miejscu wyjaśnić, że kolej sprzedająca bilety na miejsca siedzące nie jest oblężona - skończą się miejsca i koniec. Kolej taka, która jest tanią koleją i płaci się grosze za przejazd, jest oblężona i ludzie wyjeżdżający muszą się z tym liczyć i tak musi być - mówił Jarosław Gugała.

Według Piotra Kraśki państwo jednak musi zapewnić transport swoim obywatelom, również tym, którzy płacą mniej. - Ta sytuacja dramatyczna. To nie jest bardzo skomplikowane przewidzieć z jakich miejsc Polski ludzie będą wracali tego dnia - stwierdził. - Od kiedy pamiętam zawsze była rzeźnia przy powrocie po Sylwestrze z Zakopanego - dodał redaktor naczelny Gazety Stołecznej Seweryn Blumsztajn. - Niewykluczone, że kolej ma teraz mniejsze możliwości mobilizacji w momencie, kiedy została podzielona na kilka spółek - spekulował.

Zdaniem Blumsztajna tak "skostniała" instytucja jak kolej musiała się posypać w momencie reorganizacji jej struktur. - Co więcej awantura o kolej wybuchła wtedy, kiedy coś się tam zaczęło dziać: gdy zaczęły płynąć pieniądze i linie zostały zmodernizowane. Pojawiła się też konkurencja, jej efektem był zarówno kompletny rozkład kolei przy zmianie rozkładu jazdy, jak i pojawienie się bardzo tanich linii - za 30 złotych można pojechać z Warszawy do Krakowa - podsumował publicysta.

Pyszne śniadanie w wagonie restauracyjnym...

Prowadzący Poranek TOK FM Grzegorz Kozak uważa, że z koleją jest analogicznie jak z tanimi liniami lotniczymi: - Wybieramy albo business class za wielkie pieniądze, albo tanie przeloty bez cateringu.

- Nie możemy przedstawiać sytuacji kolei na podstawie podróży w Sylwestra z zakopanego za 50 złotych, nie przedstawiajmy tego jednego przypadku jako zawalenia się całego systemu - apelował Jarosław Gugała. - Ja jeżdżę koleją i mogę dużo na ten temat powiedzieć - jest ogromny postęp. Sytuacja, gdy wsiada się rano do pociągu i można zjeść pyszne śniadanie w wagonie restauracyjnym to sytuacja nowa - dodał.

- Może to my - media - jesteśmy winni nie pokazując tych luksusowych pociągów? - zapytał Grzegorz Kozak - W równym stopniu jak politycy my jesteśmy winni, bo nie robimy rzetelnej roboty - odpowiedział Jarosław Gugała.

O co więc chodzi? "Nie ma pieniędzy"

Z kolei w rozmowie z Anną Laszuk w Komentarzach TOK FM Cezary Kowanda z tygodnika "Polityka" stwierdził, że problemy na kolei są efektem wieloletnich zaniedbań oraz bardzo trudnej sytuacji finansowej spółek. Podał przykład: - Pociąg, który kiedyś miał sześć albo nawet siedem wagonów aktualnie ma maksymalnie cztery wagony.

- Nie ma pieniędzy, aby te wagony modernizować, remontować. Spółka stara się wypuszczać jak najmniejsze pociągi, bo płaci mniej za dostęp do torów - mówił Kowanda. - Problem polega na tym, że nie wiemy jak powinniśmy dofinansowywać kolej. Aktualne dotacje są od państwa i samorządów, nie ma żadnych przetargów, nie ma wolnego rynku. Nie wiemy ile uzyskalibyśmy za te pieniądze, gdyby ten wolny rynek był - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM