?Tragedii by nie było, gdyby kontrola lotniska decydowała suwerennie''

- Kontroler powinien wiedzieć, że w czasie takiej mgły się nie ląduje. Ale on dostawał polecenia od przełożonych - mówił w TOK FM b. dowódca 36. Pułku Lotnictwa Transportowego płk Robert Latkowski. I dodaje: - Na ok. miesiąc przed katastrofą Rosjanie zrobili poprawkę do międzynarodowych przepisów. Napisano, że to kapitan samolotów zagranicznych podejmuje decyzję o lądowaniu.

Dokumenty MAK w sprawie katastrofy prezydenckiego tupolewa. PRZECZYTAJ

Płk Robert Latkowski przyznał, że raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w 90 proc. pokrywa się z tym, co napisano w książce "Ostatni Lot. Przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie". Pilot jest współautorem tej publikacji. Ale Latkowski nie ma wątpliwości, że Rosjanie przygotowując raport MAK zrobili wszystko, żeby wybielić swoją rolę. - Żeby nie było winy strony rosyjskiej - mówił pilot w Poranku Radia TOK FM.

Poprawka do przepisów

I wyliczał swoje wątpliwości. - Rosjanie bardzo się "uchytrzyli". W raporcie MAK jest bardzo ciekawa informacja. Na ok. miesiąc przed tragedią 10 kwietnia Rosjanie zrobili poprawkę do przepisów międzynarodowych regulujących wykonywanie lotów nad przestrzenią Federacji Rosyjskiej. Napisano, że to kapitan samolotów zagranicznych podejmuje decyzję o lądowaniu. Głównie dotyczyło to samolotów wojskowych. Informację o poprawce wysłano to telegramami. Ostrożnie podchodzę to tej informacji zawartej w raporcie. Nie pasuje mi to - trochę to tak wygląda, jakby chcieli to teraz wkleić - wyjaśniał płk Latkowski.

- Skoro więc Rosjanie nakazali, że to załoga podejmuje decyzję o lądowaniu - to dlaczego oni z nim współpracowali? - pytał pilot.

Decyzje kontrolera nie były suwerenne

Były dowódca 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego to kolejny ekspert, który uważa że pracownicy lotniska w Smoleńsku niesamodzielnie podejmowali decyzję w sprawie lądowania prezydenckiego tupolewa. - Kontroler dostawał decyzję od przełożonych i je powielał. Pracownicy na lotnisku zostali wmanewrowani w odpowiedzialność za sprowadzenie samolotu. Decyzje kontrolera 10 kwietnia nie były jego decyzjami suwerennymi - podkreślał płk Robert Latkowski. Pilot nie ma wątpliwości: "do tragedii by nie doszło, gdyby kontrola lotniska podejmowała decyzje suwerennie, gdyby kontroler był wyszkolony i wiedział, że w czasie takiej mgły nie przejmuje się żadnego samolotu - a już na pewno nie takiego, którego głównym pasażerem jest prezydent".

"Kapitan Tu-154 chciał "usatysfakcjonować dowódcę" uważa płk Latkowski

Płk Robert Latkowski komentując informacje o łamaniu procedur w 36. specpułku pytał: "gdzie były służby specjalne, które nie informowały przełożonych, że tam się złe rzeczy dzieją". - Czyżby sami byli w to zamieszani? - dodał były dowódca jednostki.

Przypomnijmy, że w tym tygodniu mamy poznać zapisy rozmów między załogą Tu-154 a kontrolerami ze Smoleńska.

DOSTĘP PREMIUM