"Ten materiał pokazał tylko, jak fatalnie była przygotowana załoga"

- Materiał przedstawiony w czasie konferencji był przygotowany fatalnie i daje więcej argumentów stronie rosyjskiej, niż nam. Pokazywał także bardzo złe przygotowanie pilotów - mówili w TVP Info Wojciech Łuczak, wydawca magazynu "Raport", i Jan Osiecki, autor książki "Ostatni Lot" o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

Czytaj zapis rozmów: między Iłem-76, a kontrolerami | Tu-154, Jakiem-40 i wieżą | Zastępcą Dowódcy Bazy, a oficerem operacyjnym >>>

Eksperci nie zostawili na prezentacji szefa MSWiA suchej nitki. Jak mówił Wojciech Łuczak, przede wszystkim zarzuty w stosunku do kontrolerów mieli ludzie, którzy "wyrokowali we własnej sprawie" - pracownicy Ministerstwa Obrony Narodowej. - To nie PKP, a nie LOT, nie PKS wiózł tych ludzi, tylko MON - mówił Łuczak. - Dlaczego sprawie dotyczącej ewidentnych błędów i zaniechań w szkoleniu, które dały o sobie znać, wypowiadali się dwaj panowie w mundurach? To oni odpowiadali za szkolenie, za przygotowanie lotu, a teraz atakowali kontrolerów - mówił Łuczak.

Jak twierdzili eksperci, ten materiał daje Rosjanom więcej argumentów, niż nam. - To bardzo nieudolna próba zrzucenia odpowiedzialności - mówił Jan Osiecki. - To potwierdza tylko raport MAK, a nawet dodaje nowe fakty, które nie były przedstawione w nim przedstawione - jeden z pilotów pyta się na przykład jak przeliczyć 1500 metrów na stopy. To żenujące. Pokazuje, jak ta załoga była przygotowana do lotu - mówił autor książki o przyczynach katastrofy.

Rozmowy z wieży podważają tezę o zamachu

Jak mówili obaj eksperci, prezentacja definitywnie podważa tezę o zamachu - Na początku podano nam rozmowy na wieży w momencie, kiedy pasażerowie TU154 zajmowali miejsca - mówił Łuczak. Te rozmowy pokazywały, że kontrolerzy już wtedy byli pod dużą presją, by Polakom powiedzieć, że ten lot nie ma sensu.

Nagrania podważają także parę innych tez strony polskiej. Na nagraniu słychać, że piloci dostają dokładną prognozę pogody, w języku angielskim. Nie mogły zajść problemy z rozumieniem rosyjskiego.

Według rozmów, kontrolerzy nie wiedzieli, że samolot wystartował - Kontrolerzy nie dostali takiej informacji. Dowiedzieli się o tym nieoficjalnie, własnymi kanałami, dopiero kiedy samolot zameldował się w Moskwie - mówił Osiecki.

Oprzyrządowanie lotniska było prymitywne

Jak twierdzi Wojciech Łuczak, załoga TU-154 wiedziała, że oprzyrządowanie lotniska jest na prymitywnym poziomie. Już w roku 2000 gubernator Smoleńska mówił, że lotnisko nie nadaje się do użytku. Jesienią 2009 r. do strony polskiej dotarło pismo, że lotnisko jest uruchamiane na specjalne okazje. - Ewidentne jest to, to ewidentne, że załoga polska była poza ścieżką, obok. To się wielokrotnie zdarzało. Ale dlaczego to się stało? - pyta wydawca "Raportu". Według niego, kontroler widział na przyrządach które się do niczego nie nadawały, niepełny obraz. Podawał, mniej więcej, odległości i oczekiwał, według rosyjskich procedur - informowania o wysokości. Tego się nie doczekał.

- Rosjanie z Iła wyszli z tego cało, bo procedur przestrzegali - mówił Łuczak. Jak powiedział, prośba o międzynarodowy arbitraż z takimi argumentami skończy się "wielką kompromitacją".

"Polska wypacza: Jak-40 miał zgodę na lądowanie "

DOSTĘP PREMIUM