Urzędnik wieszczył powódź w Świniarach. Mieszkańcy uciekali w panice

Mieszkańcy Świniar na Mazowszu w popłochu opuścili domy, bo urzędnicy z wojewódzkiego centrum zarządzania kryzysowego błędnie odczytali prognozowany stan Wisły i ostrzegali przed najwyższą w historii falą kulminacyjną. Okazało się, że nie przeszli szkolenia z odczytywania takich danych. Sprostowanie fatalnych informacji przyszło zbyt późno.

Reporter TOK FM dotarł do pisma, które w poniedziałek otrzymali wszyscy wójtowie nadwiślańskich gmin. - Już sam nagłówek "bardzo pilne" robi wrażenie - mówi TOK FM Krzysztof Dylicki z urzędu gminy w Słubicach, pod który podlegają Świniary.

Treść komunikatu nie pozostawiała złudzeń - Wynika z niego, że fala będzie miała osiem i pół metra, czyli będzie najwyższa w historii a to prawdopodobnie oznaczałoby powódź.

 

fot. Michał Janczura

"Byliśmy gotowi na najgorsze"

- Nogi się pod nami ugięły, bo taka fala zalałaby nas w parę godzin - mówi jeden z mieszkańców położonego nad Wisłą Rakowa, a Świniary - miejscowość, która najbardziej ucierpiała w majowej powodzi - zaczęły w mgnieniu oka pustoszeć. - Ludzie byli przerażeni taką informacją - wspomina w rozmowie z TOK FM kobieta, która co kilka godzin przychodziła na wały i sprawdzała, czy nie sprawdza się fatalna prognoza.

Strażacy ochotnicy opowiadali, jak Świniary reagowały na doniesienia o wielkiej fali: - Połowa ludzi się spakowała. Niektórzy już powyjeżdżali. Każda informacja o powodzi to dla nich horror. Pamiętali, co się działo w maju i nie chcieli teraz czekać - mówił reporterowi TOK FM jeden ze strażaków. Ludzie tak szybko, jak tylko mogli, pakowali siebie i zwierzęta i wyjeżdżali z zagrożonych terenów - Nawet ci, którzy mieszkają siedem kilometrów od rzeki byli gotowi do ucieczki - mówiła nam mieszkanka Świniar.

Wystarczył jeden urzędnik

Okazało się, że błąd popełnił urzędnik z Centrum Zarządzania Kryzysowego w Warszawie. Wszedł do systemu prognoz IMGW, ale nie potrafił z niego korzystać, a jego informacje popłynęły w świat - Te instytucje nie przeszły jeszcze przeszkolenia. Każda informacja powinna być podpisana przez meteorologa, ale w tym przypadku tak nie było. Człowiek odczytał informacje pokazywane przez maszynę, ale wolno było ich w ten sposób interpretować - mówi Marianna Sasim z Instytutu Meteorologii i dodaje, że kilka godzin później zweryfikowała błędne informacje o prognozowanym stanie Wisły - Wszyscy fachowcy od razu wiedzieli, że to są błędne informacje, które nie powinny być upublicznione - mówi Sasim.

Zapowiada też, że urzędnicy niebawem zostaną przeszkoleni. Szkolenia rozpoczną się w lutym...

Pierwsze słowo zostało w głowie

Kilka godzin po fatalnej i, jak się okazuje błędnej, prognozie wójtowie nadwiślańskich gmin otrzymali sprostowanie. Jasno wynika z niego, że nie ma aż takiego niebezpieczeństwa i zaleca się nieprzeprowadzanie ewakuacji, choć jak czytamy dalej, służby powinny pozostać w gotowości.

- Od początku staraliśmy się nie denerwować mieszkańców informacjami o ewakuacji i uspokajać, ale widać było w nich przerażenie - mówi pracownik gminy Słubice Krzysztof Dylicki i dodaje, że odbierał mnóstwo telefonów z pytaniami o stan Wisły i najnowsze prognozy.

Część mieszkańców nie czekając na rozwój wypadków wyjechała ze Świniar. Początkowo dyrekcja szkoły w Świniarach odwołała w czwartek zajęcia. Gdy okazało się, że ogromna fala nie nadejdzie dyrekcja cofnęła swoją decyzję.

Jest coraz lepiej

Na szczęście wielka woda nie nadeszła, a poziom Wisły na Mazowszu ciągle opada. Służby spodziewają się fali kulminacyjnej w sobotę, ale nie powinna osiągnąć nawet siedmiu metrów. Ostatniej nocy w Wyszogrodzie poziom Wisły obniżył się o dwadzieścia centymetrów, a lód, który zagrażał stabilności wałów pokruszył się i nie ma już niebezpieczeństwa tworzenia zatorów.

Ivetta Biały, rzecznik wojewody mazowieckiego mówi: Po ubiegłorocznej powodzi wszyscy jesteśmy przeczuleni na dane hydrologiczne. Ale nasz urzędnik podał prognozę o niskiej wiarygodności. To się więcej nie powtórzy - zapewniła TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM