"Informację o wysokości odszkodowań podano, by nie było spekulacji"

- Zadośćuczynienia dla rodzin ofiar katastrofy samolotu, to przyznanie do dwóch rzeczy. Że byliśmy właścicielem samolotu i że nie był on ubezpieczony - mówił dziś w Radiu Zet, Marcin Dziurda, prezes Prokuratorii Generalnej, która odpowiada za wypłacenie odszkodowań rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej. Upublicznienie informacji o kwocie miało jego zdaniem uciąć spekulacje mediów na temat wysokości zadośćuczynienia.

Marcin Dziurda, prezes Prokuratorii Generalnej, podkreślił, że rodziny mogą, a nie muszą, dostać zadośćuczynienie - Nikogo nie zmuszamy do rozmów i negocjacji - zapewnił. - Część osób mówi, że nie chce dostawać takiej propozycji. Niechciany list lub telefon mógłby zwiększyć ich ból i cierpienie - dodał podczas rozmowy z Moniką Olejnik w Radiu Zet.

Rozmowy z rodzinami już od lipca

Prezes powiedział, że rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej były zachęcane do zgłoszenia się do prokuratorii na jednym ze spotkań, które odbył z nimi minister Boni. Jak na razie zgłosiła się jedna trzecia z nich.

Informację o kwocie upubliczniono, bo o możliwości otrzymania zadośćuczynienia wiedziało tylko 30 rodzin. - Nie mamy prawa, by szukać nazwisk dzieci i rodziców ofiar katastrofy. Nie było innego legalnego sposobu, by wszystkie rodziny poinformować o takiej możliwości (otrzymania odszkodowania - red.) - wyjaśnił Dziurda.

Byłyby spekulacje mediów, gdybyśmy milczeli

Prezes podkreślił, że suma - 250 tys. - jest jednakowa dla wszystkich . - Uważam, że powinienem poinformować o kwocie. Z częścią rodzin skończyły się rozmowy. Media zaczęłyby spekulować. Gdybyśmy nie podali informacji, zacząłby się szum medialny. Skarb Państwa nie ma prawa odmówić prasie informacji o kwocie. O nazwiskach mówić nie będziemy - powiedział Dziurda.

Kwotę odszkodowania niektórzy krewni ofiar uznali za "nie do przyjęcia". Inni jej upublicznienie uznali za "zagrywkę".

"Sprawa jest prosta, jedna z najprostszych"

Dziurda dodał, że pozytywne jest, że od poniedziałku do Prokuratorii zgłosiło się kilkanaście osób, które nie wiedziały o możliwości otrzymania odszkodowania. Wyjaśnił, że na odszkodowanie mogą liczyć małżonkowie, dzieci i rodzice ofiar. Bracia i siostry według przepisów to nie jest najbliższa rodzina.

Prezes podkreślił, że kwota, jaką proponuje się rodzinom (250 tys. zł - red.) nie jest wzięta z sufitu. To wynik analiz orzeczeń sądowych z podobnych spraw.

Według niego pod względem prawnym sprawa katastrofy jest prosta, jedna z najprostszych jakimi zajmowała się Prokuratoria. - Zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego właściciel pojazdu odpowiada na zasadzie ryzyka za jego wypadek. Zwykle samochód lub samolot są ubezpieczone i nie ma problemu. Tu samolot nie był ubezpieczony, w związku z tym nie ma możliwości, żebyśmy się zwolnili z odpowiedzialności.- Zadośćuczynienia dla rodzin ofiar katastrofy samolotu, to przyznanie do dwóch rzeczy. Że byliśmy właścicielem samolotu i że nie był on ubezpieczony. I z tego powodu na Skarbie Państwa leży obowiązek wypłacenie zadośćuczynienia - Marcin Dziurda.

Samoloty wojskowe nie są ubezpieczone, ponieważ przepisy na to pozwalają. Czemu tupolew nie był? Może wynika to ze względów finansowych, bo wojska nie stać na ubezpieczanie maszyn - spekulował prezes.

Takiej samej kwoty, jaką zaproponowano krewnym ofiar katastrofy tupolewa, zażądały rodziny ofiar CASY. WIĘCEJ>>

DOSTĘP PREMIUM