Coraz więcej nieślubnych dzieci. "To kwestia otwartego społeczeństwa"

Co piątek dziecko w Polsce rodzi się w związkach pozamałżeńskich - informuje dzisiaj "Gazeta Wyborcza". - Tradycyjnych wartości, typu: mąż wychodzący do pracy i żona zostająca z dziećmi, nie sposób zachować w otwartym społeczeństwie. Jedni będą żałowali tego, inni nie - mówił w TOK FM dr Maciej Duszczyk, ekspert rynku pracy, członek Zespołu Doradców Strategicznych Premiera RP.

Od lat 70. ilość dzieci rodzących się w związkach pozamałżeńskich zwiększyła się z 5 proc. do ponad 20 - czytamy w "Gazecie Wyborczej" . Autorzy tekstu zwracają uwagę, że coraz mniej Polaków decyduje się na formalizowanie swoich związków - w latach 80. wskaźnik nowo zawieranych małżeństw na 1000 osób regularnie osiągał 9-10, w ubiegłym roku było to już tylko 6-7.

- To jest proces, który nabrał swojego tempa w połowie lat 90. Wtedy, kiedy nasze społeczeństwo zaczęło się dynamicznie zmieniać - komentował w Radiu TOK FM dr Maciej Duszczyk, ekspert rynku pracy i członek Zespołu Doradców Strategicznych Premiera RP. Zwrócił uwagę, że społeczeństwo polskie zmieniało się w różnego rodzaju czynnikach ekonomicznych, bogaciło się, zmieniało swoje poglądy i otwierało na świat. - I tego efektem jest większa ilość dzieci urodzonych w związkach pozamałżeńskich. To ma jednak większy zakres w miastach, ale małe miasteczka i wsie też uległy zmianie. Zniknął stygmatyzm "panny z dzieckiem". A skoro to znika, to znika też parcie do zawierania związku małżeńskiego - dodał Duszczyk. - Wiele osób zdało sobie sprawę, że zawieranie małżeństwa w wieku 20 lat to trochę za wcześnie. Może lepiej poczekać, pożyć w wolnych związkach. Ludzie chyba też coraz bardziej na zimno rozważać związki: czy na pewno opłaca mi się z powodów społecznych zawierać małżeństwo - podkreślił.

Czynnik ekonomiczny: mniej małżeństw = mniej dzieci

Gość TOK FM podkreślił, że w całej debacie nie można pominąć kwestii demograficznych i polityki prorodzinnej państwa. Zaznaczył, że poważnym problemem jest postępujący spadek w liczbie rodzących się dzieci. - Rodzina na swoim trochę działa, becikowe kompletnie nie - podkreślił Duszczyk. - Becikowe to pomysł czysto polityczny i powinno się z niego zrezygnować. Mam wiele dużo lepszych pomysłów, jak lepiej wydać 600 mln złotych. Cel: więcej dzieci - w przypadku becikowego nie działa.

''Mam 28 lat, skończyłam studia, od dwóch lat, przez kilka godzin tygodniowo, pracuję w oparciu o umowę zlecenie na wyższej uczelni, planuję doktorat. Oprócz tego od niedawna prowadzę własną działalność, na którą udało mi się zdobyć unijną dotację. Jestem w nieformalnym związku, mój partner również prowadzi własną firmę. Oboje jesteśmy projektantami, zlecenia czasem są, czasem ich nie ma.

Udaje nam się utrzymać, powoli remontujemy wspólne mieszkanie - jednak tylko w przypadku gdy oboje jesteśmy aktywni zawodowo. Jak przy takim charakterze zatrudnienia zdecydować się na dziecko? Zasiłek macierzyński przy ulgowym ZUS-ie to 200zł. Osoby odpowiadające za politykę prorodzinną nie przyjmują do wiadomości, że coraz więcej kobiet decyduje się na inną formę zatrudnienia niż umowa o pracę. Na szkoleniach z prawa i podatków pan wykładowca powiedział nam otwarcie: dziecko najlepiej urodzić na etacie. Tak więc dziecko urodzę - gdy będzie mnie na nie stać. Można nazwać to egoizmem, ja nazwałabym to odpowiedzialnością. Wiem, że nie mogę liczyć na żadną pomoc od państwa.

Agata''

- Dr Agnieszka Chłoń-Domińczak oraz prof. Kotowska mają pomysł policzenia wreszcie ile kosztuje wychowanie dziecka w Polsce - mówił dr Duszczyk. Podkreślił, że na razie nie znamy tych kosztów, ponieważ uśrednienie tego jest niezwykle trudne. Mamy wziąć pod uwagę czynnik ekonomiczny i powiedzieć sobie, że państwo powinno zrefundować te koszty? Nie, państwo tego nie zrobi. Poza tym urodzenie pierwszego dziecka jest związane z innymi potrzebami, niż czysto ekonomicznymi. Czy z punktu widzenia ekonomicznego rozwoju mojej kariery posiadanie dziecka jest racjonalne? Nie, nie jest - podkreślił gość TOK FM. - Aby zdecydować się na dziecko, muszą w grę wejść inne aspekty - społeczne, psychologiczne i mentalne. Państwo może co najwyżej wspierać ten proces, natomiast decyzje i tak będą podejmowane indywidualnie. To bardziej skomplikowana kwestia niż transfery społeczne.

Przede wszystkim usługi społeczne

''To nie jest tak, że wszyscy nie chcą mieć dzieci. Ja bym na przykład chciała mieć więcej, bo jak na razie mam tylko jedno i nie wiem, czy się to zmieni. Sytuacja młodych rodziców jest straszna jeśli nie ma się pomocy rodziców i tej materialnej w postaci np. funduszy na mieszkanie czy mieszkania samego w sobie i w sferze opieki nad dziećmi - jest się w trudnej sytuacji. Mamy z mężem kredyt na mieszkanie, do przedszkola państwowego dziecko się nie dostało, co najbardziej zagadkowe m.in. z tego powodu, że nie pracuję. To jak mam znaleźć pracę, jeśli nie mam opieki nad dzieckiem? Nie oczekuję od Państwa wsparcia materialnego - choć ulga na dzieci gwarantuje nam przynajmniej wakacje - ale wsparcia w postaci przedszkoli, przyjaznych urzędów dla rodziców z dziećmi i programów społecznych przeciwdziałających izolacji młodych matek i pomocy w powrocie do pracy.

Ola''

Pojawia się pytanie: czy są jakiekolwiek skuteczne metody, aby zwiększać dzietność? - Są - usługi społeczne - uważa dr Maciej Duszyczyk. - Polega to na tym, że nie dajemy ludziom bezpośrednio pieniędzy, tylko zapewniamy wysoką jakość usług społecznych, z których korzystają rodziny. Wtedy rodzina ma dużo mniejsze koszty związane z byciem rodziną i to rodziną z dziećmi. Elementem tego jest np. kwestia żłobków i ustawa żłobkowa głosowana dzisiaj.

Zdaniem Duszczyka ważna też jest kwestia opieki zdrowotnej. - Koszty tej opieki dla osób z dziećmi są zawsze wyższe. Poprawa opieki pediatrycznej powodowałaby, że rodziny nie będą traktowały tego jako coś obciążającego. Wszystkie państwa, które odnoszą sukcesy w zwiększaniu dzietności i mówią, że nie widzą negatywnych konsekwencji z powodu posiadania dzieci, osiągają ten stan tylko przez poprawę jakości usług społecznych. Ale tego nie da się zrobić w rok lub dwa lata.

Zanik tradycyjnej rodziny? To cecha społeczeństwa otwartego

Zdaniem niektórych słuchaczy, spadek dzietności i mniejszy odsetek zawieranych związków małżeńskich to kwestia zaniku "tradycyjnej" rodziny.

''Sprawa jest prosta! Obecne pokolenie kładzie nacisk na nieograniczona wolność. Szeroko pojęte rozluźnienie obyczajów. Poza tym Rząd RP nie ma nic ciekawego do zaoferowania.

Adam''

- Tradycyjnych wartości, typu mąż wychodzący do pracy i żona zostająca z dziećmi, nie sposób zachować w otwartym społeczeństwie - uważa dr Duszczyk. - Jedni będą żałowali tego, inni nie - dodał. Podkreślił, że w społeczeństwie otwartym "tradycyjne" wartości nadal będą kultywowane. - Nie ma jednak łatwej odpowiedzi, czy państwo może zachować "tradycyjne" wartości. To kwestia wolnego wyboru - zaznaczył. - Nie ma tak też dzisiaj, że rodziny "tradycyjne" są bardziej szczęśliwe czy mają większą liczbę dzieci niż rodziny bardziej liberalne - podsumował.

DOSTĘP PREMIUM