Uratowane łosie nie przeżyły

Nie udało się uratować rannych łosi, które po pomoc zza Buga przejechały na Śląsk. Dwie samice - klępy, które ponad tydzień temu wiele godzin ślizgały się na lodowych wysepkach rozlewiska w miejscowości Łęki na Lubelszczyźnie trafiły do Pogotowia Leśnego w Mikołowie. Mimo wysiłków całego sztabu osób - trzeba było je uśpić.

- Najbardziej poważnym urazem było to, że na lodzie pękły im więzadła miednicy. Niestety czas zadziałał na niekorzyść. Gdyby wcześniej trafiły pod opiekę fachowca, który by wiedział jak postąpić, ich szanse byłyby większe. Takiego łosia trzeba na takim specjalnym stelażu podwiesić, by odciążyć miednicę. Ze względu na ich ciężar i to że one leżały, powodowały ucisk na różne narządy wewnętrzne, żołądek, płuca i to był dla nich koniec - tłumaczy TOK FM Jacek Wąsiński z mikołowskiego pogotowia dla dzikich zwierząt.

Obecnie przebywa tam około 300 zwierząt, między innymi: sarny, dziki i rysie. Niektóre trafiają w gorszym stanie i udaje się je uratować. Łosie do Mikołowa przyjechały po raz pierwszy, ale prawdopodobnie nie ostatni. Po tej akcji są sygnały, że podobnych zdarzeń na Lubelszczyźnie jest więcej. Leśne Pogotowie w Mikołowie je przyjmie - ważne jednak by nie zwlekać tak długo - jak w tym przypadku.

Łosie utknęły 10 dni temu na krze lodowej. Samiec, który wraz z nimi ślizgał się po zmarzlinie, tuż po przeprowadzonej wówczas akcji ratunkowej stanął o własnych siłach, niestety samice nie dały rady. Cała Polska trzymała za nie kciuki .

Ranking politycznych blogerów [ZDJĘCIA]

DOSTĘP PREMIUM