Okradał dziecięce oddziały onkologiczne i hospicja. Złodzieja złapał ojciec małego pacjenta

33-letni recydywista znalazł sobie wyjątkowo bezwzględny sposób na życie. Po ucieczce z więzienia przez kilka miesięcy okradał pacjentów szpitali i hospicja. Wpadł w ręce łódzkiej policji po tym, jak na gorącym uczynku złapał go ojciec jednego z małych pacjentów.

Ostatnim miejscem, gdzie grasował 33-latek był szpital im. M. Konopnickiej w Łodzi. Wykorzystując fakt, że mali pacjenci oddziału onkologicznego byli ze swoimi opiekunami na zajęciach w świetlicy, wszedł do jednej z sal chorych i zabrał dwa laptopy.

Przyłapany na gorącym uczynku zaczął uciekać. Na kilka metrów przed wyjściem ze szpitala powalił go na ziemię 40-letni łodzianin. Ojciec jednego z pacjentów chce pozostać anonimowy. Jak przekonuje, zrobił to co trzeba było zrobić. - Usłyszałem, że ktoś krzyczy "łapać złodzieja". Wybiegłem za nim i kiedy złodziej wpadł w grupę ludzi przewróciłem go na ziemię - relacjonuje w rozmowie z TOK FM. - Nie podejmuję się oceniać jego zachowania. Trudno jest zachować dystans do tego co się tutaj stało - dodaje. Po przekazaniu złodzieja w ręce policji podał on dane, które po zweryfikowaniu okazały się danymi jego brata. Mężczyzna miał ku temu powody. W zeszłym roku, odbywając wyrok za kradzieże, uciekł z miejsca w którym więźniowie prowadzili prace poza więzieniem. W trakcie przesłuchania okazało się też, że 33-latek grasował po łódzkim szpitalu od lipca zeszłego roku. Ukradł w tym czasie pięć innych laptopów i jeden telefon komórkowy. Łupy sprzedawał, a pieniądze wydawał na bieżące potrzeby.

Policjanci ustalili ponadto, że podobnych kradzieży złodziej dokonał także w Krakowie i Wrocławiu. Tam plądrował sale w szpitalach i hospicjach. Był poszukiwany listem gończym. Za to, co zrobił w Łodzi, mężczyzna usłyszy zarzuty zagrożone karą do 5 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo, kolejne dołożą policjanci z Wrocławia i Krakowa.

DOSTĘP PREMIUM