"W polskim więziennictwie potrzebna jest zmiana filozofii"

Osadzeni z krótkimi wyrokami nie mają szansy na pracę czy kursy przygotowujące do zawodu. Najlepszym sposobem na spędzenie tego czasu jest alkohol albo narkotyki. W ten sposób nakręcają rynek patologii - mówił w rozmowie z Cezarym Łasiczką dr Paweł Moczydłowski*

Cezary Łasiczka: Jaki jest cel terapii alkoholowych w więzieniach?

Paweł Moczydłowski: Zakłada się, że człowiek uzależniony od alkoholu popełniający przestępstwo pod jego wpływem po terapii alkoholowej najprawdopodobniej nie wróci do przestępczości. Zakłada się więc, że walka z alkoholizmem to walka z przestępczością. Natomiast popełnianie przestępstwa pod wpływem alkoholu nie oznacza choroby alkoholowej. Są obliczenia, które zakładają, że minimalnie 25% populacji więziennej to alkoholicy a 15% to narkomani. Myślę, że prawda jest gorsza.

Czy wszystkie zakłady karne mają takie programy terapeutyczne?

- Nie, leczenie odbywa się w ok. 1/3 zakładów karnych. Terapia leczenia z uzależnienia od alkoholu trwa 3 miesiące, a od narkotyków pół roku. Ale trzeba pamiętać, że z tym problemem zostaje się do końca życia - jest się niepijącym alkoholikiem albo niebiorącym narkomanem.

Kto może wziąć udział w takim programie terapeutycznym?

- Każdy, kto zgłosi taką potrzebę i zostanie u niego zdiagnozowany problem uzależnienia. Liczba miejsc jest jednak ograniczona. Na udział w terapii trzeba oczekiwać rok. Problem cały czas narasta, jest coraz więcej chętnych do udziału w programie.

Czy większość osadzonych to osoby z długimi wyrokami?

- To jest wstyd polskiego więziennictwa. 70% ma wyrok do 3 lat, podczas gdy w Europie więźniów z takimi wyrokami jest ok. 18%. Osób z wyrokami rocznymi jest ok. 20 tysięcy. W Polsce więzienie traktuje się jako substytut polityki społecznej.

Czyli 20 tysięcy osób nie ma szans na terapię, ponieważ rok się na nią czeka?

- Ci ludzie tak naprawdę odsiadują czas w więzieniu. Osadzeni z krótkimi wyrokami nie mają szansy na pracę czy kursy przygotowujące do zawodu. Najlepszym sposobem na spędzenie tego czasu jest alkohol albo narkotyki. W ten sposób nakręcają rynek patologii

Jak skuteczne są te terapie?

- Cokolwiek powiem, będzie to opatrzone błędem, bo tak naprawdę nie ma żadnych solidnych badań na ten temat. Myślę, że ponad 50% osób, które wyszło z problemu uzależnień, nie powraca do przestępstwa. Program zmienia człowieka, nie tylko wyciąga go z alkoholizmu, ale zmienia filozofię życia.

Czy takie terapie są dopasowane do długości kary więźnia? Czy koniec terapii pokrywa się z końcem pobytu w więzieniu?

- Tak by było najlepiej. Jeżeli ktoś decyduje się na terapię i ją przejdzie, będzie to okoliczność, którą weźmie sąd przy rozważaniu zwolnienia warunkowego. Po takiej terapii prawdopodobieństwo powrotu do przestępstwa spada. Dlatego osoby, które odbyły terapię, powinny być kwalifikowane do warunkowego zwolnienia.

W jakich państwach takie terapie udają się najlepiej?

- W innych krajach europejskich osoby uzależnione nie trafiają do więzienia. Najpierw proponuje się im pobyt w ośrodkach na wolności. Uważa się, że takie leczenie jest lepsze, kiedy nie odbywa w warunkach zamknięcia. Polityka społeczna w innych krajach Europy Zachodniej jest bardziej funkcjonalna i efektywna.

W Polsce potrzebna jest zmiana filozofii...

- Tak, wygrywa filozofia lęku przed przestępczością niż filozofia naprawcza osadzonych. Za tym idą pieniądze na nowe odziały na niewielkiej liczby więźniów. Model represyjnego zachowania wobec więźnia powoduje chęć zrewanżowania się. Tworzą się zmiany w osobowości więźniów, które powodują lęk u innych. W więzieniach bez nadzwyczajnych środków izolacyjnych psycholog-terapeuta nie jest negocjatorem w sytuacjach kryzysowych, ale może leczyć. A to jest prosty sposób na poprawianie bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju.

* Dr Paweł Moczydłowski - socjolog, ekspert ds. więziennictwa, doradca dyrektora Centralnego Zarząd Służby Więziennej

Na wolności pili. W więzieniu chcą się leczyć : Nie mają szans

DOSTĘP PREMIUM