"Obrazy spadały ze ścian, schody uciekały spod nóg". Polscy tancerze wrócili z Japonii

Tancerze z zespołu "Tess" z Tarnowskich Gór ostatni tydzień spędzili w Japonii, na Międzynarodowym Festiwalu Tańca Nowoczesnego. Dziś wrócili do Polski. - Na początku myślałem, że po prostu przejeżdża obok nas metro. Dopiero później wszystko zaczęło latać, obrazy, lampy. Miałem wrażenie, że schody uciekają nam spod nóg - tak jeden z tancerzy relacjonował piątkowe wydarzenia.

- Kiedy tak strasznie zaczęło trząść byliśmy akurat przed występem - opowiada dyrektor Tarnowskiego Centrum Kultury Mirosław Błaszczak - Wyszliśmy przed budynek, a tam przewracały się rowery, domy drżały, samochody podskakiwały, część dziewcząt wyszła boso - dodał. Błaszczak, mimo, że w Japonii spędził wiele lat wiedział, że to nie jest zwykłe trzęsienie. Przyznaje, że dziewczyny były przerażone. - Wszystko trwało ponad dwie minuty, to bardzo długo, bo jak mówili nam Japończycy zazwyczaj trwa to ok. 30 sekund - wspominają tancerki. - Najbardziej bałyśmy się jak widziałyśmy młode Japonki siedzące na ziemi i płaczące. Nie wiedziałyśmy co się dzieje - przyznają.

- Na początku myślałem, że po prostu przejeżdża obok nas metro, dopiero później wszystko zaczęło latać, obrazy, lampy, miałem wrażenie, że schody uciekają nam spod nóg - wspomina Mariusz Binkowski, jeden z członków zespołu.

Długie czekanie na wiadomości z Japonii

Po trzęsieniu ziemi większość telefonów komórkowych przestała działać. Anna Marek, babcia jednej z dziewcząt przyznaje, że ostatnie dni były bardzo nerwowe. - Dopiero po paru godzinach od pierwszych wstrząsów wnuczka wysłała sms, że wszystko jest w porządku. Bałam się, czy uda im się wylecieć z Tokio - opowiada.

Tancerze do Tokio wyjechali 6 marca, żeby wystąpić na Share - Modern Dance Festival. Razem z grupą pojechała też instruktorka Justyna Michalska. - Na początku, zaraz po trzęsieniu nie zdawaliśmy sobie sprawy, że to było coś poważnego. Dopiero kiedy wieczorem wróciliśmy do japońskich rodzin, u których mieszkaliśmy, zobaczyliśmy w telewizji jakie są zniszczenia. Wtedy pojawiło się przerażenie - wspominała.

Mimo tego festiwal nie został przerwany. - Oni starają się żyć normalnie, na tyle na ile można w obliczu takiej tragedii. Nie ogłaszają żałoby. Wiedzą jak się zachować, nie wpadają w panikę - zapewnia dyrektor Mirosław Błaszczak. - Tam nie przedstawia się ludziom od razu najgorszych scenariuszy. Jeśli jest awaria elektrowni, w telewizji można zobaczyć programy, w których tłumaczy się jak taka elektrownia działa - podkreślał.

Tancerze wylądowali na Balicach z kilkugodzinnym opóźnieniem. - Mimo, że wróciliśmy cali i zdrowi, dopiero teraz odetchnęliśmy z ulgą. Nie było dla nas ważne ile godzin będziemy lecieć i którędy. Ważne żeby być jak najbliżej Polski - mówiła w rozmowie z TOK FM Justyna Michalska.

DOSTĘP PREMIUM