Założył kłódkę na licznik, bo Enea oskarża go o kradzież prądu

2138 zł za nielegalny pobór prądu. To faktura jaką dostali Państwo Urszula i Andrzej z bydgoskiego Śródmieścia.

Rodzina mieszka z dorosłym synem w 64metrowym mieszkaniu. Dotąd rachunki nie przekraczały 200 zł. Wszystko zaczęło się od wizyty dwóch monterów z Enei, którzy przyszli do wymiany licznika, z którego zerwana była plomba. W domu była wtedy tylko 70latka. Przez telefon jeden z monterów uspokoił pana Andrzeja, że to normalna sprawa i nie musi się fatygować. Kobieta podpisała dokument. Potem przyszła ekspertyza i faktura za nielegalny pobór prądu.

- Dla energetyki nie liczy się fakt, że nie było kradzieży, liczy się fakt, że ktoś zerwał plombę. Licznik jest ogólnodostępny, każdy może sobie tą skrzynkę otworzyć śrubokrętem, złośliwie chociażby zerwać tą plombę, a nie ma żadnej linii obrony, człowiek nie może w takie sytuacji w żaden sposób się wybronić - denerwuje się pan Andrzej. - Zanim ten licznik nam zamontowano 20 lat temu, to on już miał 20 lat, już był przez kogoś użytkowany wcześniej. Nie znamy jego historii, nie wiemy czy już wtedy ktoś przy nim nie manewrował - przekonuje.

Zerwana plomba i "ingerencja osób trzecich"

Chodzi nie tylko o zerwana plombę, ekspertyza wykazała także ingerencję w licznik w postaci rysek.

- Sam zadzwoniłem do producenta licznika do Świdnicy. Przeczytałem ta tabelę z ekspertyzy i dział kontroli jakości poinformował mnie, że wskazania są właściwe, a licznik działa w sposób właściwy. Dowiedziałem się, że takie rysy mogą powstać w procesie produkcji, to nie jest proces technologiczny, który byłby sterylny i przy masowej produkcji jest to możliwe. Jeżeli wskazania były prawidłowe, to nikt takimi rzeczami jak rysy się nie przejmuje i licznik jest legalizowany - opowiada pan Andrzej.

Czują się oszukani

- Bulwersuje nas forma tej kontroli, ekspertyza budzi nasze poważne zastrzeżenia, podejście, że wystarczy ingerencja w licznik, bądź też zerwanie plomb i to jest uznawane za nielegalny pobór prądu, natomiast Enea nie analizuje czy faktycznie nastąpiła kradzież i zużycie tego prądu - wylicza Pani Urszula. - Najbardziej boli mnie to, że jestem pomówiony. Ręce człowiekowi opadają. Od tego czasu mamy już trzeci licznik, chciałem, żeby wymienili nam na elektroniczny, bo dowiedziałem się, że nie można, na moją sugestię, że sam go kupię, bo koszt jest porównywalny z tym mechanicznym - ok. 150 zł. - Też Panowie z Enei powiedzieli mi, że nie można, bo oni liczniki instalują swoje. Człowiek jest stawiany w takiej sytuacji, że masz tu człowieku kota w worku, a za chwilę kota odpakujemy i na tej podstawie będzie pan oskarżony o kradzież.

Nie mam linii obrony, założyłem kłódkę

- Chociaż prawo budowlane mi tego zabrania, ale to moja jedyna forma obrony, założyłem porządną kłódkę, poinformowałem o tym administrację, że skrzynka została zamknięta na kłódkę, zamontowałem kawał szyby, zamontowałem kawał blachy elektromagnetycznej na ten licznik, skoro ja mam być za niego odpowiedzialny, a jest w miejscu gdzie każdy może go sobie otworzyć, to trzeba się zabezpieczyć, obłożyć go skrzyniami, no o innej możliwości obrony nie ma - ze złością dodaje pan Andrzej.

- Czy małżeństwo ma szanse wykazać w sądzie, że jest niewinne? - dopytuje w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów reporterka TOK FM .

- Jeżeli rzeczywiście w tym przypadku taka kradzież energii nie nastąpiła, na pewno konsument nie będzie ponosił odpowiedzialności - zapewnia Dorota Karczewska Dyrektor bydgoskiego oddziału UOKiK. - Znam te sprawy z akt spraw cywilnych. Każda z tych spraw ma wymiar indywidualny, nie zawsze jest tak, że sytuacja czy stan faktyczny w jednej sprawie jest porównywalny z inną. Stąd nie możemy mówić, że jest to jakaś powszechna praktyka, której stosowanie można zarzucić dostawcy energii - podkreśla Karczewska.

Państwo Urszula i Andrzej mają kilkucentymetrowej grubości teczkę różnych dokumentów w tej sprawie. Napisali dwa odwołania do Enei, zgłosili się o pomoc do rzecznika Głównego Urzędu Energetyki, napisali odwołanie do Poznania do Dyrekcji głównej Enei. Na prawnika ich nie stać. Teraz Enea wzywa ich na spotkanie przedsądowe.

DOSTĘP PREMIUM