Wysypiska śmieci kopalnią danych osobowych? I nic nie można z tym zrobić

PRZEGLĄD PRASY. Na wysypiska trafiają nasze dane, a my jesteśmy bezradni - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Wśród śmieci coraz częściej można znaleźć dokumentację bankową, medyczną, a nawet materiały z toczących się śledztw.

Jeden z mieszkańców Łodzi znalazł niedawno w pobliżu kontenera na śmieci kilkanaście kartek z danymi firm, ich właścicieli oraz numerami rachunków bankowych. Na dokumentach znajdowały się nawet numery telefonów i bieżące salda kont.

W Poznaniu strażnicy miejscy natknęli się na śmietniku na dokumentację medyczną pacjentów. Wciąż było można z niej odczytać ich dane osobowe, numery PESEL, wyniki badań oraz wykazy odbytych wizyt lekarskich - czytamy w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

Gazeta dodaje, że osoba, której dane trafią na śmietnik, zwykle o tym nie wie. Nie poinformuje jej ani policja, ani instytucja, która wyrzuciła jej dokumentację. Najczęściej dowiaduje się dopiero wtedy, gdy padnie ofiarą finansowego oszusta. Niestety osoba taka najczęściej nie może domagać się żadnej finansowej gratyfikacji od tego, kto wyrzucił dokumenty. Nie ma bowiem prawa do odszkodowania, dopóki nie poniesie z tego tytułu strat materialnych. O stratach takich pokrzywdzony może mówić na przykład wtedy, gdy oszust, wykorzystując jego tożsamość, wyłudzi pożyczkę, a on będzie musiał ją spłacać.

Więcej w dzisiejszym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej".

DOSTĘP PREMIUM