Autor prowokacji kompromitującej TVP został pobity

Paweł Miter, 24-latek, który dzięki prowokacji z fałszywym mailem od Kancelarii Prezydenta skompromitował TVP, załatwiając sobie w tej instytucji pracę, został dotkliwie pobity. O sprawie informuje Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, którego członkiem jest mężczyzna.

Paweł Miter został skatowany przez nieznanych sprawców - informuje portal Ksd.media.pl . - Zostałem poobijany, wybito mi przedni ząb i przekazano ostrzeżenie, żebym uważał z kim rozmawiam i nie kontaktował się już z prasą - powiedział Ksd.media.pl Miter. Do pobicia doszło na jednym ze strzeżonych osiedli wrocławskich. Zajście miało miejsce 24 marca 2011 r. - donosi portal. Dwa dni wcześniej - jak informuje Ksd.media.pl - Miter powiedział tygodnikowi "Nasza Polska", że dostawał SMS-y z pogróżkami. Pobicie zostało zgłoszone policji - donosi portal.

Krzysztof Zaporowski z KWP we Wrocławiu potwierdził "Rzeczpospolitej", że takie zgłoszenie policja dostała, ale dopiero w piątek popołudniu. Zapowiedział, że sprawa będzie wyjaśniana. Sam Miter w rozmowie z "Rz" stwierdził, ze był na policji jeszcze w czwartek, a gdy przyszedł po notatkę następnego dnia, wysłano go na następne przesłuchanie na inny komisariat.

Kontrakt z TVP

Sprawę prowokacji, która zakończyła się zatrudnieniem go w TVP, Miter ujawnił w "Rzeczpospolitej". W listopadzie 2010 roku do ówczesnego szefa TVP, Włodzimierza Ławniczka, z adresu jacek.michalowski@prezydent.pl przyszła zawierająca błędy ortograficzne wiadomość elektroniczna. Była to prośba rzekomo od prezydenta Komorowskiego, aby w telewizji publicznej znalazł się nowy program, w którym "forum do wypowiedzi miałoby w całości młode pokolenie (25 - 35 lat), które w Polsce interesuje się sytuacją społeczną, polityczną itp."

W e-mailu było podane również imię i nazwisko osoby, którą pan Prezydent widziałby w roli prowadzącego show - był to Paweł Miter, absolwent politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, rzekomo - dziennikarz. Na początku stycznia Miter podpisał trzymiesięczną umowę na 39 tys. zł. Dostał VIP-owską przepustkę i możliwość korzystania ze służbowego samochodu. Przez prawie trzy miesiące nikt z TVP nie sprawdził jego prawdziwej tożsamości. Miter wyjaśniał, że wymyślił prowokację, by sprawdzić, czy telewizja jest niezależna.

Po wyjściu na jaw afery TVP tłumaczyła, że nie wydała w związku z tym kontraktem ani złotówki, a wszystko, co straciła, to część prestiżu.

Jak Paweł Miter prawie dostał program w TVP

Tomasz Stockinger i inni - polskich aktorów problemy z policją >>

DOSTĘP PREMIUM