Pomysł sopockich urzędników na walkę z wandalami. Rozwieszą plakaty

Sopoccy urzędnicy pochwalili się nowym pomysłem na walkę z wandalami niszczącymi windy na przystankach kolei miejskiej. Gdy nie pomagają ani patrole, ani monitoring - orężem ma być plakat.

- Wandale też mogą kiedyś potrzebować windy - pokazuje naklejkę na drzwiach Marcin Głuszek z Szybkiej Kolei Miejskiej. - Każdemu może przydarzyć się złamana noga, również agresywnym młodym ludziom. - Na naprawę niszczonych wind wydajemy dużo pieniędzy - dodaje. - Tylko w grudniu zeszłego roku wydaliśmy sześć tysięcy złotych na naprawę drzwi windy na przystanku Kamienny Potok, ten rok rozpoczęliśmy również naprawą za sześć tysięcy, tym razem podłogi.

Sopockie windy bywają szaletem, a nawet sypialnią - Głuszek pokazuje wydrukowane zdjęcie, na którym dwóch pijanych młodych ludzi śpi w windzie. - Kamera wszystko wyłapie ale bardzo trudno jest pociągnąć tych ludzi do odpowiedzialności - mówi.

- Mamy monitoring, mamy też dodatkowe patrole straży miejskiej i policji, ale policjanta nie będzie na każdym rogu, nikt nie będzie chodził za każdym imprezowiczem - rozkłada ręce wiceprezydent Sopotu Bartosz Piotrusiewicz, który zapewnia, że wierzy w skuteczność obrazka z potrzebującymi windy punkiem i dresiarzem w gipsie. - Na pewno plakat skłoni do refleksji nie tylko wandala, ale też postronnych świadków. Chodzi o to by nie odwracać się plecami tylko wezwać odpowiednie służby - mówi.

- Podejrzewanie wandali o refleksyjność to jakiś żart, ta akcja nie będzie skuteczna - komentują mieszkańcy Sopotu. - Plakat będzie jeszcze bardziej prowokował wyrostków do rozprawienia się i z plakatem i z windą. Lepsza byłaby przykładna kara: duży mandat albo zmuszenie takiego człowieka do odpracowania strat - dodaje jeden z naszych rozmówców.

DOSTĘP PREMIUM