Policja: Prawo jest dobre, tylko kluby muszą go przestrzegać. Legia: Populizm

- Przeprowadzono analizę ryzyka. Wypadła bardzo niekorzystnie dla obu tych spotkań - chodzi tu m.in. o identyfikację osób i reakcję ochrony stadionu - mówił w Komentarzach Radia TOK FM rzecznik KGP Mariusz Sokołowski tłumacząc zamknięcie przed publicznością najbliższych spotkań Legii i Lecha. Jak podkreślił, do burd na stadionach nie dochodziłoby, gdyby kluby przestrzegały obowiązującego prawa, m.in. nie chroniły kiboli przed identyfikacją. - To skrajny populizm - komentuje z kolei decyzję prawnik Legii, który nie ma klubowi nic do zarzucenia.

Kibice Legii Warszawa zwołują się na demonstrację przeciw zamknięciu stadionu na dzisiejszy mecz - wieczorem mogą zwarta grupa wyjść do centrum Warszawy. Mają zbierać się pod stadionem już o 18.30.

Kibice Legii: "Decyzja o zamknięciu naszego stadionu jest absurdalna"

Czy wojewodowie mazowiecki i wielkopolski podjęli decyzje o zamknięciu stadionu Legii dziś, a Lecha - w weekend, obawiając się powtórki z Bydgoszczy? - Nie można przy tej całej sytuacji nie uwzględniać tego, co działo się w Bydgoszczy. A to zbulwersowało nas wszystkich - mówił w Komentarzach Radia TOK FM rzecznik policji Mariusz Sokołowski.

Jak podkreślił, nie ma co zrzucać winy na infrastrukturę stadionu, bo ta spełniała warunki bezpieczeństwa. Tej i innych burd na stadionach można było uniknąć, gdyby kluby oraz stowarzyszenia kibiców stosowały prawo: - Niestety, kolejny raz osoby, które tam się znalazły, stworzyły zagrożenie dla innych. Kolejny też raz po zapewnieniach organizatorów, że będą przestrzegane warunki wynikające z Ustawy o imprezach masowych, nie jest to czynione. Kiedy mówimy o pełnej identyfikacji kibiców, a ustawa nakłada taki obowiązek, to chcemy, by ta identyfikacja była czyniona.

- Mamy dobrą ustawę, tylko nie jest ona respektowana przez tych, którzy powinni ją respektować, czyli organizatorów meczy. Chcemy przełamać pobłażliwość klubów dla chuliganów stadionowych - podkreślił..

- I w Poznaniu, i w Warszawie przeprowadzono analizę ryzyka. Wypadła bardzo niekorzystnie dla obu tych spotkań - chodzi tu m.in. o identyfikację osób i reakcję ochrony stadionu. Bezpieczeństwem ludzi nie możemy szastać - tłumaczył rzecznik podkreślając, że policja już nie wierzy, że organizator meczu będzie robił wszystko, by uniknąć burd. Wcześniej tak było - ulegała namowom klubów i może był to błąd. - Takim namowom ulegli też prezydent Bydgoszczy i wojewoda kujawsko-pomorska. Byli zapewniani przez organizatora, że wszystko będzie w porządku, mimo że analiza policji i wnioski do wojewody mówiły o zagrożeniach. Niestety, wszystkie nasze przewidywania się sprawdziły - mówił Sokołowski.

Legia się wstydzi i grozi władzom pozwami

Z decyzją wojewodów nie zgadza się zaś mec. Michał Tomczak, adwokat, zastępca przewodniczącego Rady Nadzorczej Legii. - Pierwszy raz spotykam się z tak skrajnie populistyczną akcją rządu - mówił w TOK FM. - To ma wszystkie cechy działania z innej epoki, gdzie jest dyrektywa odgórna realizowana ze średnim przekonaniem przez organa niższego stopnia, które wiedzą, że nie ma merytorycznych przesłanek do wydawania takiej decyzji. Trzeba to traktować jako akcję PR-owską, skrajnie populistyczną i niedopuszczalną w demokratycznym państwie, jeśli wziąć pod uwagę jakość dokumentów prawnych, które wdrażają te akcje - dodał. - Ja się wstydzę za decyzję wojewody - kontynuował. - Nie chcę mieć do czynienia z aparatem państwowym, który wydaje takie decyzje, bo to oznacza, że ten aparat państwowy jest niekompetentny i nieprzygotowany do pełnienia swojej roli.

Podkreślił, że podczas porannego spotkania z wojewodą ten zaproponował, żeby Legia nie składała odwołania od decyzji zamknięcia stadionu. - On myśli, że nam robi dobrze zamykając stadion - bo w ten sposób uporamy się z kibicami. Po pierwsze: my nie mamy problemów bezpieczeństwa na tym stadionie, a po drugie: jak pan wojewoda chce, żebyśmy nie składali odwołania, to niech nam zaproponuje dwa miliony złotych, które stracimy z powodu zamknięcia tego stadionu, a których z całą pewnością będziemy dochodzili od Skarbu Państwa, jeśli jego decyzje okażą się wadliwe.

Może być tak niebezpiecznie jak w Bydgoszczy? Dla Legii to "żaden argument"

Rzecznik policji mówił, że decyzją o zamknięciu stadionu wiąże się z wydarzeniami z Bydgoszczy - że nie jest wykluczony przyjazd osób, które brały udział tam w zamieszkach. - To nie są żadne argumenty - komentował Tomczak. - Jeśli chodzi o stosowanie przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych - musi najpierw nastąpić negatywna ocena bezpieczeństwa na tym konkretnym meczu. Ta negatywna ocena musiałaby wynikać z jakichś istniejących doświadczeń na tym tle związanych z tym obiektem, a nie żadnym innym. Mecz w Bydgoszczy był bardzo źle zorganizowany przez PZPN, na niewłaściwym stadionie - on nie ma nic do rzeczy. Trzeba odciąć rozumowanie wiążące mecz w Bydgoszczy z meczem czy to na Legii, czy u Lecha w Poznaniu - mówił.

Co trzeba zrobić by zwiększyć bezpieczeństwo na stadionach i pozbyć się z nich bandytów? Według Sokołowskiego należy korzystać z rozwiązań już zapisanych w Ustawie o ochronie imprez masowych i skłonić kluby i stowarzyszenia kibiców, by też zdecydowały się jej przestrzegać. Jeszcze podczas piątkowych rozmów policja chce namówić klub z Bydgoszczy, by współpracował przy identyfikacji kiboli z 3 maja: - Ci ludzie doskonale wiedzą, kto tam był.

Policja: Publikacja portretów pomaga - bandytów identyfikują mieszkańcy

Zapowiedział, że policja - zgodnie z decyzja władz - będzie teraz częściej na stadionach podczas meczów. Nie obejdzie się jednak bez współpracy ochrony stadionów - teraz nie zawsze wyciąga ona konsekwencje wobec kiboli, których zna.

Podstawa to jednak pomoc przy identyfikacji bandytów, bo to umożliwi wydanie im zakazu wstępu na kolejne mecze. - Do tej pory to jest tak, że częściowo mówimy, że ich nie chcemy, ale z drugiej strony pojawia się element biznesowy - wyjaśnia rzecznik KGP. Kluby mogą naśladować tu dobre wzory zachodnie i wydawać własne zakazy stadionowe. Mogą... - Bo kiedy ja słyszę, że w Polsce do tej pory wydano 60-100 zakazów i większość dotyczy to Widzewa Łódź, to pytanie, co jest na pozostałych stadionach.

Jak mówił, bez pomocy stowarzyszeń, które znają kiboli, ich identyfikacja zajmuje dużo czasu. Czasem, gdy policja ma szczęście, trwa to tydzień-dwa, niekiedy jednak - nawet do pół roku. - To nie takie proste, bo to nie nasi koledzy, przyjaciele, znajomi... Trzeba ich wyodrębnić, przekazać do odpowiednich komórek. Dlatego kluby kibiców powinny nam pomóc. Przekażemy im te zdjęcia i poprosimy: pokażcie, że wam też zależy by ich nie było na stadionach - wyjaśnił.

Dlatego też policja chce namawiać prokuraturę, by zezwalała na publikację wizerunków chuliganów uchwyconych na monitoringu w mediach i internecie. Jak przyznaje Sokołowski, zwykli mieszkańcy są bardziej chętni do współpracy w zwalczaniu bandytów niż kluby: - To rozwiązanie sprzed paru miesięcy w Katowicach przyniosło rewelacyjny efekt. Mnóstwo ludzi dzwoniło wskazując nam, kto to jest, dokładnie. Zatrzymano wtedy bardzo wiele osób.

Czy dzisiaj Warszawę czeka "zadyma"? Rzecznik policji przyznaje, że dodatkowa ochrona terenu przed stadionem Legii będzie policję kosztować. - Ale liczymy się z tym. Musimy ponieść te koszty, bo w demokratycznym kraju każdy może manifestować swoje poglądy - w granicach prawa. Jeżeli będzie łamał prawo, działanie policjantów będzie zdecydowane. Pomoże nam to też w identyfikowaniu osób, które łamały prawo w Bydgoszczy, jeśli tu się pojawią - ostrzegł.

DOSTĘP PREMIUM