Ekspert o epidemii: "Za mało wiemy, to niekoniecznie wina warzyw"

Europę paraliżuje strach przez skażonymi warzywami, które są śmiertelnie groźne. Co na to polscy eksperci? - Nie do końca wiadomo, co się dzieje. Nie znamy prawdziwego źródła epidemii. Myślę, że przyczyna może tkwić w wodzie - mówi dr Paweł Grzesiowski z Instytutu Profilaktyki Zakażeń na antenie TVN24.

Czechy, Szwecja, Polska... kolejne przypadki zachorowań. Czytaj więcej o epidemii>>

- Powinniśmy być bardzo ostrożni jako kraj. Nadzorować, komunikować się ze służbami sanitarnymi w Niemczech. Trudno mi uwierzyć, że jest tak bezpiecznie, jak się wydaje. Przecież to nasi bezpośredni sąsiedzi - zauważa Grzesiowski, który podkreśla, że bakterię znaleziono nie tylko na ogórkach, ale też na bakłażanach, sałacie i pomidorach.

- Nie do końca wiadomo, co się dzieje. Ja uważam, że za mało wiemy patrząc na to, co już się wydarzyło. Epidemia trwa już trzy tygodnie, a nie dwa dni - tłumaczy doktor. - Oznacza to, że kontakt ze skażoną żywnością musi trwać cały czas - dodaje. - Problem nie jest do końca zdiagnozowany. Kwestia warzyw jest tropem, ale wciąż nie znamy prawdziwego źródła - podkreśla specjalista.

Bakteria wywołuje zawał kilku organów jednocześnie

Paweł Grzesiowski opisuje też, z jakiego rodzaju zagrożeniem mamy do czynienia. - Znana powszechnie choroba - czerwonka, przybliża naturę działania bakterii, z która nam zagraża - mówi. - Sprawcą dolegliwości nie jest jednak sama bakteria tylko toksyna, którą "nauczyła się" produkować. Jest to najsilniejsza substancja chemiczna niszcząca małe naczynia krwionośne. Jeśli dostanie się ona do organizmu uszkadza nerki, mózg, płuca i serce. Wówczas każdy z tych organów przechodzi jednoczasowy zawał - tłumaczy Grzesiowski, który podkreśla, że siła objawów chorobowych zależna jest od tego, ile zjedliśmy skażonej żywności. Informuje też, że bakterie te żyją na powierzchni skażonego warzywa i giną w temperaturze 60 stopni C.

"Szukamy winnego, główny podejrzany to woda"

Specjalista zapytany o prawdopodobne źródło skażenia zwraca uwagę na fakt, że importowane warzywa, by wyglądały na świeże, często polewane są wodą. - Dystrybutor żywności mógł skazić ją wodą. Proszę zwrócić uwagę na to, jakie są fakty: najmniej zachorowań jest w Hiszpanii, Holandii, Austrii, a najwięcej w Niemczech. Przy czym o epidemię obwinia się importowane warzywa, które zazwyczaj przechodzą przez dystrybutora - uważa Grzesiowski. - Jeśli to prawda, zakres chorych może być dużo większy, bo ta woda może być wykorzystywana do innych celów - podkreśla ekspert, który dodaje, że przyczyną kontaminacji wody mogły być ścieki, a nawet zwierzęcy nawóz.

DOSTĘP PREMIUM