Sąd oddalił zażalenie matki - Piotruś zostaje u ojca

Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił zażalenie Barbary L., matki pięcioletniego Piotrusia na decyzję Sądu Rejonowego o odebraniu jej chłopca. Piotruś będzie mógł zobaczyć się matką dopiero, gdy sędzia wyznaczy terminy spotkań.

- Uzasadnienie decyzji jest bardzo obszerne, liczy kilkadziesiąt stron - mówi Rafał Terlecki, wiceprezes Sądu Okręgowego. - Nie chciałbym jednak zdradzać szczegółów, dopóki pisma nie otrzymają pełnomocnicy - dodaje.

Terlecki dodaje, że sąd wydając decyzję przeanalizował wiele dokumentów. - Były to zarówno dokumenty rozwodowe, jak i opis późniejszych kontaktów ojca z dzieckiem. Sąd ma już tę rodzinę pod opieką od trzech lat i cały ten czas był brany pod uwagę. Niezbędne były także opinie lekarskie, według których chłopiec jest zdrowy i ma się dobrze - mówi Terlecki.

Piotruś zobaczy się matką, gdy sędzia prowadząca sprawę wyznaczy terminy spotkań. Nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Terlecki zapewnia, że w ciągu kilku dni: - Wciąż toczy się główna sprawa o pozbawienie matki władzy rodzicielskiej. Obie strony mają teraz czas na przedstawienie sądowi swoich argumentów.

Sprawa Piotrusia

O sprawie Piotrusia zrobiło się głośno, gdy opisaliśmy jak jego ojciec, prof. psychologii Uniwersytetu Gdańskiego w towarzystwie grupy umundurowanych policjantów i kilku kuratorów o świcie odebrał pięcioletniego chłopca matce. Matka twierdzi, że w czasie interwencji była brutalnie przytrzymywana, a dziecko przez cały czas płakało. Pisaliśmy o tym w artykule ''Mamuniu ratuj!''. Policjanci przed 7.00 rano wyciągnęli Piotrusia z łóżka .

Przymusowe odebranie Barbarze L. dziecka to efekt decyzji sądu, który postanowił w ten sposób "zabezpieczyć roszczenia" ojca domagającego się odebrania władzy rodzicielskiej matce, która opiekowała się chłopcem od urodzenia. Prof. J. zarzucał Barbarze L. "symbiotyczną więź z dzieckiem" i uniemożliwianie mu kontaktów z synem (Piotruś od dwóch lat na widok ojca reagował płaczem i przerażeniem, wobec czego każda jego wizyta, by zabrać syna na dwugodzinne spotkanie, kończyła się fiaskiem).

 

Od chwili siłowego odebrania dziecka, prof. J, choć powinien umożliwić Barbarze L. kontakt z Piotrusiem (ma ona pełną władzę rodzicielską), zniknął z chłopcem. Po kilku dniach wysłał do mediów oświadczenie , w którym stwierdził, że Jakub (chłopiec ma na imię Jakub Piotr, matka od lat nazywała go drugim imieniem), ma się dobrze i dołączył aktualne zdjęcia syna.

Eksperci zaniepokojeni o dziecko

Dr Małgorzata Toeplitz-Winiewska, szefowa Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w imieniu organizacji zaapelowała do ministra sprawiedliwości "o szybkie rozwiązanie sprawy wskazując, iż dziecko nie powinno dalej być narażane na traumę, co oznacza, że powinno wrócić do matki, której należy profesjonalnie pomóc w opiece i wychowaniu Piotrusia"

Z kolei psychologowie z Uniwersytetu Gdańskiego, na którym pracuje prof. J., oraz przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w liście do ministra sprawiedliwości napisali : "Jako psychologowie i pedagodzy, pracujący w Uniwersytecie Gdańskim, zdajemy sobie sprawę nie tylko z traumy, jaką przeżyło i nadal przeżywa to dziecko, lecz jak poważne konsekwencje może mieć to zdarzenie dla niego w przyszłości. Koncepcje teoretyczne sformułowane już w XX wieku, dramatyczne doświadczenia z praktyki i badania naukowe dotyczące "teorii przywiązania", "zerwania więzi", "choroby sierocej", "hospitalizmu" wystarczająco dobrze tłumaczą katastrofalne skutki takich wydarzeń dla zdrowia psychicznego dziecka oraz dla rozwoju osobowości. Aktualne badania psychologiczne przynoszą dalsze dowody potwierdzające odległe konsekwencje tego rodzaju traumy."

Czy Sąd Okręgowy wziął w ogóle pod uwagę opinie psychologów w tej sprawie, będzie wiadomo, gdy poznamy uzasadnienie dzisiejszej decyzji.

DOSTĘP PREMIUM