?Na Białorusi zaskoczenie i zawód. Mówiło się o zdradzie Litwinów''

- Ludzie byli bardzo zaskoczeni i zawiedzeni. W przypadku Litwy mówiło się o zdradzie, świadomej polityce. W przypadku Polski - o błędzie urzędnika - relacjonuje z Białorusi Andrzej Poczobut, korespondent GW, który sa niedawno opuścił białoruskie więzienie.

Polska i litewska prokuratura wydały białoruskim władzom dane znanego opozycjonisty Alesia Bialackiego. Mężczyzna został aresztowany. "Przepraszam (...). Karygodny błąd pomimo ostrzeżeń MSZ. Zdwoimy wysiłki na rzecz demokracji na Białorusi" - napisał na Twitterze Radosław Sikorski .

Zaskoczenie, zawód

Jak na tę informacje zareagowali Białorusini? - Ludzie byli bardzo zaskoczeni i zawiedzeni. Z jednej strony politycy mówią o wspieraniu demokracji, o poparciu dla społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi, walczą o uwolnienie więźniów. Z drugiej - przekazywana jest informacja, która doprowadza do tego, że Ci którzy niosą pomoc są wtrącani do więzienia - mówi w rozmowie z TOK FM Andrzej Poczobut, korespondent "Gazety Wyborczej" na Białorusi.

Podkreśla jednak, że inaczej traktowano informacje ujawnieniu danych przez Polaków, inaczej - o Litwinach. - Najpierw pojawiła się informacja, że to Litwa przekazała te dane. Litwa sprzeciwiała się ostrym sankcjom przeciwko reżimowi Łukaszenki, po 19 grudnia (gdy brutalnie spacyfikowano protesty opozycji przeciwko fałszerstwom w wyborach prezydenckich - przyp. red.) próbowała łagodzić ostrą reakcję Zachodu. Dlatego w tym przypadku przekazanie danych było odebrane jako zdrada, świadoma polityka. Później pojawiła się informacja o Polsce - tu już pojawiły się głosy, że chodzi o błąd urzędnika. Bo wiadomo. że to byłoby sprzeczne z polityką Polski po 19 grudnia - dodaje Poczobut.

Wiasna udziela pomocy dzięki kontom w innych krajach

- I Polska i Litwa wiedziały, że to konto organizacji Wiasna - mówi Andrzej Poczobut, dziennikarz "Gazety Wyborczej". -

Wiasna to bardzo znana organizacja, wszyscy represjonowani się z nią zetknęli. W 2004 roku Wiasna została zlikwidowana przez białoruskie ministerstwo sprawiedliwości. Wiasna udzielała pomocy prawnej, pomocy materialnej dla osób represjonowanych i ich rodzin. Ludzie z Wiasny - mimo ryzyka - podjęli decyzję, że będą działać dalej - tłumaczy.

Pomoc finansowa - jakiej udziela Wiasna - jest możliwa właśnie dzięki zakładaniu kont w innych krajach. - Konta zakładane były w Polsce i na Litwie. Darczyńcy z całego świata, fundacje przekazały pieniądze na te konta. Później te środki trafiały na Białoruś i były przekazywane na rodzinom represjonowanych. To nie było sekretem ani dla państwa polskiego, ani dla litewskiego - mówi Poczobut.

Jak zapewnia, nie ma możliwości, by organizacje praw człowieka działały na Białorusi legalnie, dlatego wsparcie innych państw jest tak ważne. - Ludzie z Wiasny próbowali później założyć organizacje pod innymi nazwami. Ale zawsze im odmawiano, mówiąc, że są wrogami Białorusi - dodaje Poczobut.

Zakładnicy Łukaszenki

Co się teraz dzieje z Alesiem Bialackim? - Łukaszenka traktuje więźniów politycznych jak zakładników. Będzie próbował handlować losem Alesia Bialackiego. Będzie dążył do tego, żeby Białoruś otrzymała pomoc gospodarczą - mówi Poczobut. - Alesiowi grozi 7 lat pozbawienia wolności. Jest w więzieniu w Mińsku, na razie aresztowany na 2 miesiące. Trudno powiedzie, ile potraw dochodzenie. Może się ciągnąć nawet rok - dodaje.

- Wiasna prowadzi teraz akcję zbierania podpisów w całej Białorusi. Ludzie piszą do prokuratury generalnej, że gwarantują, że Aleś nie ucieknie z kraju. Proszą, by zmieniono środek zapobiegawczy i by wyszedł na wolność. Wiasna ma nadzieję, że jak najwięcej znanych osób złoży podpis - mówi Poczobut.

[FILM] Królestwo zdechłych myszy. Tak żyje się w państwie Łukaszenki>>

Poczobut na wolności: Dziękuję za wsparcie!>>

DOSTĘP PREMIUM