"99 procent to my" - ofiary kryzysu opisują swoje historie

Setki zdjęć zwykłych ludzi, każdy z nich trzyma kartkę. Czytamy na nich: "Wiem, że urodzę chore dziecko, którego leczenia nie pokryje ubezpieczenie", "Mam 40 lat, jestem od 2 lat bezrobotny, muszę mieszkać z rodzicami". Na końcu wszystkich listów widnieje ten sam dopisek: "We Are the 99 Percent" ("99 procent to my"). To nowa inicjatywa twórców ruchu "Okupuj Wall Street".

- Jeśli to czytasz, to jest 99-procentowa szansa, że jesteś jednym z nas - piszą twórczy strony wearethe99percent.tumblr.com . "Nas" - czyli olbrzymiej Amerykanów, którzy cierpią z powodu kryzysu ekonomicznego, zanieczyszczenia środowiska i braku dostępu do darmowej opieki zdrowotnej.

- Jesteś kimś, kto nie wie, czy będzie miał dość pieniędzy, żeby zapłacić w tym miesiącu czynsz. Jesteś kimś, kto stara się spłacić górę długów, która nie zmniejsza się, niezależnie jak bardzo się starasz. Robisz wszystko, co powinieneś. Kupujesz najtańsze produkty w supermarketach. Znajdujesz dodatkową pracę. Uczysz się, żeby polepszyć swoje kwalifikacje. Ale to nie wystarcza. Niepokój, frustracja i bezsilność nie znikają - opisują organizatorzy i zachęcają do przysyłania swoich historii.

PRZECZYTAJ HISTORIE OFIAR KRYZYSU >>>

Niektóre z nich są bardzo dramatyczne. 16-latek z Pensylwanii opisuje, jak jego ojciec musiał podjąć dodatkową pracę w McDonaldzie, żeby zapłacić za leczenie syna ze skoliozą i żony chorej na cukrzycę.

Absolwentka psychologii pisze, że ma 60 tys. dolarów długu i cierpi na chorobę "prawdopodobnie związaną z zanieczyszczeniem powietrza i modyfikowaną genetycznie żywnością".

- Mam anoreksję, niedługo nie będę w stanie pracować. Na szczęście mój mąż ma świetny zawód. Jest tylko jeden problem: nienawidzi swojej pracy. Jest nieszczęśliwy i nie jest w stanie nic zmienić z powodu moich problemów psychicznych - pisze inna kobieta.

Są też listy bezrobotnych, samotnych matek, studentów, którzy nie wierzą w to, że znajdą dobrą pracę.

Zdjęcia przysyłają także osoby, które nie ucierpiały w wyniku złej sytuacji ekonomicznej, ale solidaryzują się z ofiarami kryzysu. Wyrazy poparcia dla organizatorów akcji płyną z całego świata.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ >>>

- Oni mówią, że to dlatego, że jesteś leniwy, że dokonujesz złych wyborów, że jesteś rozpuszczony. Gdybyś trochę bardziej się przykładał, pracował trochę ciężej, trochę lepiej planował, twoja sytuacja by się polepszyła - czytamy na stronie. "Oni" to prezesi banków, szefowie firm ubezpieczeniowych, reprezentanci "przemysłu pożyczkowego".

- Oni to 1 procent. Żyjemy w społeczeństwie stworzonym dla nich, nie dla nas. To ich świat, nie nasz. Jeśli mamy szczęście, pozwalają nam pracować w nim, póki nie zaczniemy kwestionować ich dobroczynności - dodają twórcy strony.

Członkowie ruchu "Okupuj Wall Street" od 17 września obozują na dolnym Manhattanie, nieopodal Wall Street. Sprzeciwiają się planom ratunkowym, które podczas spowolnienia gospodarczego pozwalają bankom powiększać zyski, podczas gdy sytuacja życiowa przeciętnego Amerykanina pogarsza się - duże bezrobocie i niepewność zatrudnienia to dwa podstawowe aspekty, na które powołują się protestujący. Dziś zorganizowali marsz protestacyjny.

Zobacz zdjęcia z marszu ruchu "Okupuj Wall Street" >>>

DOSTĘP PREMIUM