Czy oddadzą porwaną dziewczynkę? Spór na linii USA-Gwatemala

2-letnia Anyeli została porwana sprzed swojego domu w 2006 roku w mieście San Miguel Petapa w Gwatemali. Dziecko trafiło do domu pary Amerykanów, którzy nie mieli pojęcia, że dziewczynka została odebrana rodzicom. Dziś sąd w Gwatemali skazał za to dwie kobiety. Domaga się też oddania 7-letniej dziś dziewczynki. USA wyroku respektować nie chcą. Jeśli dziecko zostanie odebrane nowym opiekunom będzie to pierwszy taki przypadek w historii międzynarodowego prawa adopcyjnego.

Anyeli Liseth Hernandez Rodriguez została porwana prosto z wózka 3 listopada 2006 roku. Matka dziecka, Loyda Hernandez, gospodyni domowa, otwierała drzwi swojego domu w jednej z robotniczych dzielnic miejscowości San Miguel Petapa. Na chwilę się odwróciła i zobaczyła tylko kobietę, która z jej córką pospiesznie wsiada do taksówki. Dziewczynka miała wtedy niewiele ponad dwa latka, urodziny obchodziła miesiąc wcześniej (1 października).

Odnalezienie dziecka graniczyło niemal z cudem. Loyda i jej mąż Orlando poruszyli niebo i ziemię, żeby odnaleźć córkę. Przeszukiwali sierocińce, dawali ogłoszenia w gazecie, interweniowali u najwyższych władz. Żeby zwrócić na siebie uwagę posunęli się nawet do strajku głodowego. Tylko ich determinacja pomogła odnaleźć 7-letnią dziś Anyeli, która już pod innym imieniem (z Gwatemali wyjechała jako Karen Abigail) i z nową datą urodzenia (14 stycznia 2005) mieszka z nowymi rodzicami w stanie Missouri. Dziecko zostało zaadoptowane legalnie, choć miało podrobione dokumenty.

Surowy wyrok: 16 i 21 lat

Beatriz Valle Flores (porywaczka) i Enriqueta Noriega Cano (pośredniczka pracująca w agencji adopcyjnej) zostały dziś skazane odpowiednio na 21 i 16 lat za udział w porwaniu i sprzedaniu dziecka oraz podrobienie jego dokumentów. Muszą też zapłacić ponad 25 tys. dolarów odszkodowania rodzicom porwanej dziewczynki.

Sąd nakazał też oddanie dziecka amerykańskiej parze, czego chcą biologiczni rodzice, którzy dla córki szykują już w domu osobny pokój i obmyślają jak go udekorować. Zapewniają, że niczego nie będzie jej brakowało. Na Anyeli czeka także czwórka jej rodzeństwa.

"Dziecka nie oddamy, zostawcie nas w spokoju"

Ale pojawia się problem. Prawnicy toczą spór, czy orzeczenie sędziego w Gwatemala City jest wiążące dla strony amerykańskiej. Jeśli władze USA zdecydują się na przekazanie dziecka rodzinie Hernandez Rodriguez będzie to pierwszy taki przypadek w historii międzynarodowych adopcji.

Aktualni opiekunowie dziecka, małżeństwo mieszkające w Kansas City (w stanie Missouri) nie chcą nawet słyszeć o oddaniu dziewczynki. Wystosowali specjalne pismo do sądu, w którym proszą o pozostawienie ich rodziny w spokoju i nienaruszanie ich prywatności ze względu na dobro dziecka. Nie wiadomo, czy dziewczynka wie, jaka toczy się o nią batalia.

Nie ma regulacji w prawie międzynarodowym, które jasno precyzowałyby, czy można nowych opiekunów zmusić do oddania dziecka. Prof. David Smolin, specjalista od prawa adopcyjnego, mówi, że Stany Zjednoczone mogą orzeczenie gwatemalskiego sądu po prostu zignorować tłumacząc się dobrem dziecka. Zgadzają się z nim urzędnicy zajmujący się adopcjami. Prawnik reprezentujący rodzinę twierdzi natomiast, że prawo międzynarodowe nakazuje umożliwić ofierze handlu ludźmi powrót do domu.

Dzieci z Gwatemali adoptuje się szybko

W Gwatemali działają specjalne agencje adopcyjne, które słyną z szybkości działania. Amerykanie za posiadanie upragnionego dziecka są w stanie dużo zapłacić. Za odpowiednią opłatą można dziecko dostać o wiele szybciej niż mielą amerykańskie biurokratyczne młyny instytucji odpowiedzialnych za adopcje. Gwatemala jest drugim, po Chinach, krajem z którego Amerykanie adoptują dzieci. Rocznie do nowych rodzin w Stanach Zjednoczonych trafia 1 300 dzieci z tego kraju. Oficjalnie, szacuje się że ta liczba może być o wiele większa, ponieważ część dzieci, jak Anyeli, może być wykradana rodzicom i z fałszywymi dokumentami przemycana do USA.

Czy dziewczynka powinna wrócić do Gwatemali?

DOSTĘP PREMIUM