Prawdziwe oblicze greckiego kryzysu: laborantka zarabia...

Dla mediów przez cały tydzień najważniejszymi informacjami było polityczne zamieszanie w Grecji. Ale Grecy żyją innymi problemami. - Ich zdaniem to, kto będzie rządził niewiele zmienia w obliczu potężnego kryzysu - relacjonuje Dionis Sturis. - Laborantka po 23 latach pracy w tym samym szpitalu, do tej pory zarabiała ok. 1200 euro. Teraz dostała o 500 euro mniej. Na głównych ulicach Aten widać coraz więcej zamkniętych sklepów - opowiadał dziennikarz.

Jest porozumienie! Grecja będzie miała nowy rząd

- Ludzie rozmawiają o kryzysie w tramwajach, kawiarniach. Rozmawiają np. o tym, że niedługo dostaną rachunek za prąd, do którego będzie dołączony podatek od nieruchomości, którego do tej pory nie było w Grecji. Ich zdaniem to, kto będzie rządził niewiele zmienia w obliczu tego potężnego kryzysu gospodarczego - relacjonował Dionis Sturis w Poranku Radia TOK FM.

Nowy podatek mocno uderzy Greków po kieszeni. - Moi znajomi za ok. 70 metrowe mieszkanie muszą zapłacić aż 1 tys. euro - mówił dziennikarz. A jak podkreślał, Grecy zarabiają coraz mniej. Podatek od nieruchomości płaci się raz w roku przez trzy lata.

- Wczoraj rozmawiałem z laborantką, która po 23 latach pracy w tym samym szpitalu, zarabiała ok. 1200 euro. W tym miesiącu dostała tylko 700 euro z hakiem. A do tego musi dłużej pracować, bo zmieniono przepisy emerytalne. Do tej pory mogła przejść na emeryturę w wieku 61 lat, a teraz dopiero w wieku 65 lat. Ona jeszcze nie dostała rachunku za prąd, do którego będzie dołączony podatek od nieruchomości. Podejrzewa, że to może być ok. 600 euro, więc prawie cała jej miesięczna pensja pójdzie na to - dodał reporter TOK FM.

Coraz mniej pracy, coraz więcej samobójstw

Wielu Greków nie mogąc znaleźć pracy w swoim kraju planuje wyjazd. - O takich wyjazdach mówią też ludzie bardzo dobrze wykształceni, np. dziennikarze. Do tej pory zamknięto już kilka stacji radiowych, gazet. Rozmawiałem z dziennikarzem, który bardzo poważnie myśli o wyjeździe. Nie chce jechać zbyt daleko i nie do kraju strefy euro. Bo jego zdaniem kryzys rozleje się na inne kraje strefy euro. Zastanawia się więc nad wyjazdem do... Polski - mówił dziennikarz.

Sturis zwrócił uwagę, że kryzys odbija się nie tylko na poziomie życia. - Sytuacja zawieszenia jest bardzo męcząca. Grecy nie wiedzą, co wydarzy się za dzień, czy rok. Według statystyk od początku kryzysu liczba samobójstw w Grecji wzrosła o 20 proc. A wcześniej był to kraj, gdzie samobójstw praktycznie nie było. W tym roku tylko na Krecie odnotowano ponad 20 samobójstw - wyliczał Sturis, powołując się na dane Klimaki, organizacji zajmującej się pomocą.

W Grecji rośnie też liczba bezdomnych. Do tej grupy nie należą już jedynie osoby z tzw. marginesu społecznego. - Teraz są to ludzie wykształceni, którzy do 2008 roku mieli pracę - powiedział przebywający w Atenach dziennikarz TOK FM.

A przed politykami ciężka praca

Weekend przyniósł odpowiedzi na kilka ważnych pytań politycznych. Wiadomo, że Jeorjos Papandreu rozstaje się z fotelem premiera. Władzę w Grecji ma sprawować rząd jedności. Ale nadal nie wiadomo, kto stanie na jego czele. - Jest trzech kandydatów. Głównym jest były wiceszef Europejskiego Banku Centralnego - Lucas Papademos. Wczoraj nie było go w Grecji, wrócił prawdopodobnie. Pozostali kandydaci to były unijny komisarz ds. środowiska Stawros Dimas i od 2003 roku Europejski Rzecznik Praw Obywatelskich od 2003 - Nikiforos Diamanduros - wyliczał Dionis Sturis.

Jak dodał nowy rząd będzie "pracował w wielkich bólach". - Bo będą go tworzyły partie, które do tej pory się zwalczały. A zadania przed nimi olbrzymie: przeprowadzenie przez parlament drugiego pakietu.

W Grecji kryzys szaleje A Grekom marzy się powrót do drachmy>>

DOSTĘP PREMIUM