Lekcja polskiej transformacji w Tunezji [SŁUCHAJ]

DZIŚ NA ANTENIE. Minister rozwoju regionalnego Tunezji polskimi samorządami zainteresował się... w internecie. Aktywiści podglądają natomiast jak nasz kraj rozliczył się z PRL-owskim reżimem. W Tunisie dzielić się polskimi doświadczeniami byli opozycjoniści i specjaliści: m.in. od konstytucji, polityki regionalnej, systemu sprawiedliwości, czy politycznego PR-u.

W sumie w obu kierunkach, dzielić się doświadczeniami i z nich czerpać przeleciały już dziesiątki osób. Polska zaproponowała wsparcie po tym, jak niespodziewanie w styczniu Tunezyjczycy obalili reżim znienawidzonego prezydenta Ben Alego i tym samym rozpoczęli tzw. arabską wiosnę.

Chcąc nie chcąc, Warszawa, która w drugiej połowie roku przejęła prezydencję musiała się z tym nowym arabskim wyzwaniem zmierzyć. Pieniędzy w budżecie nie ma za dużo, natomiast transformacja i Lech Wałęsa to polski znak firmowy, więc Warszawa zaproponowała Tunisowi ekspertów i doświadczenie. Albo jak twierdzą dyplomaci, to Tunis się po nie zgłosił.

"Nie mamy lepszych wzorców"

- Nie mamy lepszych wzorców. Zaprosiliśmy również ludzi z Hiszpanii, Ameryki Łacińskiej, RPA. Ale najbliższe są nam, wasze polskie doświadczenia - uważa obrończyni praw człowieka i działaczka Sihem BenSedrine.

Prof. Ahemd Driss z Uniwersytetu w Tunisie jest jednak sceptyczny: - Bo jest między naszymi historiami ogromna różnica. U was transformacja była związana ze zmianą systemu gospodarczego, z socjalistycznego na liberalny. To Tunezji nie dotyczy, bo my nigdy nie mieliśmy socjalizmu".

Wszystkich na raz wymienić nie można

To rzeczywiście fundamentalna różnica, zresztą tylko jedna z wielu. Różne reżimy, odmienne kultury i być może, częściowo także aspiracje. Jednak tak, jak kiedyś Polacy, tak dziś Tunezyjczycy domagają się sprawiedliwości i rozliczenia z poprzednim reżimem. - Od was nauczyliśmy się, że nie możemy nagle wszystkich urzędników i funkcjonariuszy wymienić, bo ogromna maszyna administracji i państwa nie będzie umiała bez tych ludzi pracować - mówi Ben Sedrine.

Dyskusja nad tym, jak te sprawiedliwość wymierzyć dopiero w Tunezji raczkuje, a już budzi emocje. - Część ludzi chce rozliczenia całkowitego, do bólu. Inni bardziej martwią się o pojednanie, uważają, że to jest najważniejsze - podsumowuje Ghazi Gherairi, który zasiadał w najwyższej instancji ds. realizacji celów rewolucji, czyli przejściowych, porewolucyjnych władzach. Na razie, nie wiadomo nawet ilu tajnych współpracowników miał reżim, wiadomo natomiast, że jego ludzi już próbowali palić najbardziej drażliwe archiwa.

Kraje nierówności

Największym hitem eksportowym ma być jednak polska polityka regionalna i samorządowa. To właśnie nierówności w rozwoju poszczególnych regionów był jedną z głównych przyczyn rewolucji. Podczas, gdy wybrzeże kwitło i karmiło się turystami, interior usychał od frustracji młodych i bezrobotnych. 17 grudnia 27 letni Mohamed Bouazizi podpalił się po tym jak policja odebrała mu wózek z owocami i warzywami, którymi handlował. wstrząśnięci tym aktem desperacji młodzi ludzie wyszli na ulice, miesiąc później znienawidzony prezydent Ben Ali musiał uciekać z kraju.

Teka regionalna przypadła Abderrazakowi Zouariemu. - Dowiedziałem się, że zostanę ministrem w czwartek, prace podjąłem w poniedziałek. Weekend więc spędziłem w domu, szperając w internecie i poszukując krajów, które mają ministerstwa odpowiedzialne za rozwój regionalny. Znalazłem Kanadę, ale ona jednak radykalnie różni się od Tunezji. No, a potem trafiłem na stronę polskiego ministerstwa rozwoju regionalnego i znalazłem piękna kobietę, która jest jego szefem - opowiada.

DOSTĘP PREMIUM