Francuski filozof: Węgry na drodze do faszyzmu, a Europa milczy

"Europa wypędza Grecję za porażkę, aby zadość stało się zasadom odpowiedzialności gospodarczej. 10 lat temu taką ekskomunikę Europa nałożyła na Austrię - mając dobry powód - kiedy konserwatywni liderzy weszli w koalicję z Jorgiem Haiderem, liderem skrajnej prawicy" - pisze na stronach Huffington Post Bernand-Henri Lévy, pisarz i filozof. "Dzisiaj jednak w sprawie Węgier, gdzie powrócił szowinizm, populizm i nienawiść do Cyganów i Żydów, Europa milczy".

"Dzisiaj w samym sercu Europy istnieje kraj, w którym wolność mediów jest duszona, demontuje się system opieki zdrowia i ochrony socjalnej, podważa prawa nabyte, takie jak prawo do aborcji, oraz kryminalizuje ubogich. Jest w Europie kraj, który ożywił najbardziej szeroko rozumiany szowinizm, najbardziej zużyty populizm i nienawiść do Cyganów i Żydów, czyniąc z nich kozła ofiarnego za wszelkie nieszczęścia. I czyni się to w sposób bardzo podobny do tego, jak działo się to w najczarniejszych godzinach w historii kontynentu (...). Krajem, o którym mowa są Węgry. A Europa milczy" - pisze Lévy.

Zdaniem filozofa nie można nie domyślać się, co wiąże się z taką formą nacjonalizmu, według której definicja narodu określa go mianem "podmiotu błogosławionego i chwalebnego, dogłębnie zranionego, który domaga się rekompensaty od reszty świata".

"Nie można nie rozumieć, że istotą tej koncepcji, która zamienia wspólnotę narodową w boskie stworzenie, quasi-mistyczny podmiot, jest idea podobna w formie do tej, która od 1930 roku pozostawała w centrum wszelkich form faszyzmu" - pisze filozof.

Według Lévy'iego to, co dzieje się dzisiaj na Węgrzech dotyczy wszystkich europejskich liderów - zarówno tych u rządów, jak i z opozycji; z lewej i prawej strony politycznej sceny. "Oczekujemy od nich, i to szybko, jednoznacznych i silnych słów potępienia dla tego, co się dzieje na Węgrzech" - apeluje.

Pisarz podkreśla, że niezaprzeczalne w jego opinii jest to, że "ten tyraniczny, anty-europejski i faszystowski zryw" w czasach kryzysu może dotyczyć nie tylko Węgier. "Nigdy nie wiadomo, skąd może nadejść najgorsze" - podkreśla. I zauważa: w tym konkretnym momencie nie da się w pełni zrozumieć jaki wpływ wywołują wydarzenia, które obserwujemy. "W epoce internetu, w czasie gdy prym wiodą sieci społecznościowe i gdzie łatwo można połączyć Marine Le Pen (liderkę skrajnie prawicowej partii we Francji - red.) z liderem ekstremistów we Flandrii, północnych Włoszech i Wiktorem Orbanem, nie jest wykluczone, że pewne osoby dostrzegą na Węgrzech realizację coraz mniej tajnego planu: likwidacji Europy i zdjęcia gorsetu demokratycznych zasad, które - jak w latach 30. - nie przystają do czasów kryzysu".

I właśnie dlatego - zdaniem filozofa - trzeba reagować.

10 lat więzienia Guantanamo [ZDJĘCIA] >>>

DOSTĘP PREMIUM