Indie: jest nakaz aresztowania dla przewodnika, który organizował "ludzkie safari"

Władze Indii wydały nakaz aresztowania dla przewodnika, który organizował "ludzkie safari" w rezerwacie plemienia Jarawa. Decyzja zapadła po tym, jak brytyjski "Observer" ujawnił nagranie, na którym widać, jak półnagie kobiety tańczą na polecenie policjantów w zamian za pożywienie.

Kilka dni temu w sieci opublikowano nagranie, na którym widać półnagie kobiety z zagrożonego plemienia Jarawa z indyjskich wysp Andamany, które tańczą na polecenie policjantów . To od dłuższego już czasu stała "atrakcja turystyczna" w tym regionie, mimo że prawo zabrania turystom kontaktu z rdzenną ludnością.

Po publikacji nagrania przez indyjskie i światowe media przeszła fala oburzenia. W sprawę zaangażowali się obrońcy praw człowieka - aktywiści zwrócili uwagę, że sytuacja przedstawiona na filmie to niestety częsta praktyka na wyspach.

Trwają poszukiwania organizatorów "ludzkiego safari"

Lokalne władze najpierw próbowały się tłumaczyć, że filmik "jest już stary". Ugięły się dopiero pod międzynarodowym naciskiem i dziś poinformowały, że starają się obecnie zidentyfikować osoby stojące za nagraniem, zwłaszcza przewodnika turystycznego.

Dużo bardziej zdecydowanie zareagował rząd Indii. - Poleciłem już władzom Andamanów i Nikobarów zatrzymanie kamerzysty i przewodnika z nagrania i przesłuchanie ich - poinformował dziennikarzy indyjski minister spraw wewnętrznych, Palaniappan Chidambaram. Jak dodał, z wyników analizy nagrania istotnie wynika, że jest ono sprzed przynajmniej trzech, czterech lat.

"Złe rzeczy działy się tam już od wielu lat"

- Złe rzeczy działy się tam (na Andamanach - red.) już od bardzo długiego czasu. Władze niby starały się ukrócić tzw. ludzkie safari, ale nie zrobiły zbyt wiele w tym kierunku. Największym problemem jest główna droga, która przebiega przez rezerwat Jarawa - wyjaśniła Sophie Grig z Survival International, organizacji zajmującej się obroną praw rdzennej ludności.

W 2002 roku Sąd Najwyższy w Indiach nakazał zamknięcie tej drogi dla pojazdów, choć z informacji agencji Reutera wynika, że turyści dalej z niej korzystają bez większych problemów. Taka "rozrywka" kosztuje tylko przekupienie funkcjonariusza policji, który pozwala na wjazd do rezerwatu za 200 dolarów.

Turyści wyrokiem śmierci dla Jarawa?

Organizacje pozarządowe alarmują, że sytuacja plemienia Jarawa jest dramatyczna, a jego dalszy kontakt ze światem zewnętrznym może być dla tubylców wyrokiem śmierci. Jak można przeczytać w "Observerze", turyści nie tylko przynoszą ze sobą choroby, na które rdzenna ludność nie jest uodporniona (m.in. świnka czy odra), ale także tytoń czy alkohol, od których członkowie Jarawy bardzo łatwo się uzależniają.

Na Andamanach od tysięcy lat żyją także inne plemiona, którym dziś poważnie grozi wyginięcie. W zeszłym roku zmarła ostatnia przedstawicielka plemienia Bo . Boa Sr zabrała ze sobą do grobu jeden z najstarszych języków na świecie.

La Bestia - meksykański pociąg śmierci [ZDJĘCIA] >>>

DOSTĘP PREMIUM