"Najpierw kobiety i dzieci" to Hollywood. Na Concordii była brutalna walka

Ocaleni z tonącej Concordii relacjonują przerażeni: na statku panował niewyobrażalny chaos, a członkowie załogi, zamiast pomagać, w wyścigu do łodzi ratunkowych przepychali się pięściami i kopniakami. Czy zasadę "kobiety i dzieci w pierwszej kolejności" można zobaczyć już tylko w hollywoodzkich filmach?

- Kiedy już dotarliśmy do łodzi ratunkowej, dobrze zbudowany członek załogi torował sobie drogę wśród przerażonego tłumu i wskoczył tam pierwszy. Nie wahał się brutalnie przepychać i rozdzielać kopniaki - relacjonuje reporterowi "Daily Mail" 62-letnia Angielka, której udało się wydostać z tonącej Concordii. - Nikt na statku nie dbał o to, by pierwszeństwo w ewakuacji miały kobiety i dzieci. To było straszne - dodaje.

Czy kobiety i dzieci mają pierwszeństwo? Dowiedz się, jak powinna wyglądać ewakuacja tonącego statku

- Nikt nie mówił, co mamy robić. To był totalny brak organizacji, a wszyscy brutalnie walczyli o miejsce na łodziach. Załoga zamiast pomagać, dbała tylko o to, by sama się uratować - dodaje Sandra Rogers, której udało się odnaleźć zagubione gdzieś w tłumie dzieci. Nikt nie udzielił też pierwszeństwa kobiecie w ciąży, która pomstuje na kapitana, który zostawił pasażerów w takiej sytuacji. - Po prostu do dziś nie mogę w to uwierzyć - wspomina Isabelle Mougin.

Zasada: Wszyscy do szalup

W międzynarodowych regulacjach dotyczących ewakuacji na wypadek katastrof morskich nie ma nawet zdania o tym, że kobiety, dzieci, czy osoby starsze, powinny mieć pierwszeństwo w przypadku akcji ratunkowej. Zasada jest jedna: wszyscy powinni bezpiecznie dotrzeć do szalup, a w tych powinno być o 25 proc. więcej miejsc, niż pasażerów na statku.

No i oczywiście podstawowa sprawa: najpierw - przy pomocy załogi - opuszczają statek pasażerowie, potem personel z kapitanem na końcu. Podczas ewakuacji Concordii nic takiego nie miało miejsca, a kapitan Schettino salwował się ucieczką jako jeden z pierwszych.

Czas dżentelmenów

Czy widok dzielnych mężczyzn podających ręce kobietom i osłaniających swoimi torsami dzieci, to tylko wymysły hollywoodzkich scenarzystów?

Pierwsze zasady dotyczące ewakuacji zostały spisane przez Międzynarodową Organizację Morską w 1914 r. Był to czas szeroko dyskutowanej tragedii Titanica. Nie było w nich mowy o tym, by któraś z grup miała mieć pierwszeństwo podczas opuszczania statku. Były to jednak inne czasy, można powiedzieć czasy dżentelmenów. Potwierdzają to statystyki właśnie z Titanica, z którego uratowało się zdecydowanie więcej kobiet i dzieci niż mężczyzn.

Szkolenia mogą zawieść

Przez 100 lat od spisania zasad właściwie nic się nie zmieniło. - Ewakuacja to bardzo skomplikowana sprawa, którą trudno jest zawrzeć w paragrafach. Podczas katastrofy ludzie mogą znajdować się w różnych miejscach, nawet jeśli są przypisani do konkretnych szalup ze względu na to, w której części statku znajduje się ich kabina.

Dlatego też mogą zawieść wszelkie szkolenia, w których mówi się m.in. o miejscach zbiórek, a przecież dochodzi jeszcze do tego czynnik lęku, a często też paniki. Ludzie potrafią wtedy zachować się irracjonalnie - tłumaczy "Guardianowi" Robert Ashdown z europejskiej organizacji zrzeszającej armatorów statków wycieczkowych.

- Zasada "kobiety i dzieci w pierwszej kolejności" jest raczej niepisaną konwencją, niż czymś, co ma swoją prawną wykładnię. Jedynie ludzie mający problemy z poruszaniem się, albo niewidomi kierowani są do specjalnych łodzi - dodaje.

Kluczowa była bezczynność kapitana

Według Eda Galei z Uniwersytetu Greenwich nasze wyobrażenie o przepuszczaniu w pierwszej kolejności kobiet i dzieci pochodzi z hollywoodzkich produkcji. Specjalista od ewakuacji zwraca uwagę, że kluczowa jest organizacja i odpowiednie przeszkolenie personelu. - Ludzie powinni zostać zebrani w odpowiednich miejscach i tam grupami przechodzić na łodzie ratunkowe. To powinno się zdarzyć, zanim Concordia przechyliła się w znaczącym stopniu. To jest zawsze wyścig z czasem, ale przy tej wielkości statku, powinno to zająć od 40 minut do godziny - tłumaczy.

Ewakuacja Concordii trwała jednak wiele godzin, a kapitan Schettino wydał rozkaz ewakuacji dopiero 70 minut po zderzeniu ze skałami. - Oczywiście kluczowa była bezczynność kapitana i większości załogi, ale chaos pogłębiał fakt, że pasażerowie dopiero co rozpoczęli podróż i nie znali jeszcze nie tylko dróg ewakuacji, ale w ogóle układu korytarzy na statku - wyjaśnia.

Dla przykładu skoczył pierwszy

Większość z pond 4 tysięcy pasażerów Concordii została ewakuowana. Do tej pory znaleziono ciała 11 osób . Liczba zaginionych wciąż nie jest ostateczna; prawdopodobnie wynosi około 20 osób. Jednak trudno sobie nawet wyobrazić, co by się stało, gdyby do tragedii doszło daleko od brzegu.

Nie wszyscy mieli jednak szczęście. - Mój mąż przekazał mi jedyną jaką udało mu się zdobyć kamizelkę ratunkową i kazał skakać do wody. Przerażona nie mogłam wykonać żadnego ruchu, a on dla przykładu skoczył pierwszy. Po chwili nie wynurzył się już z toni. Skoczyłam przerażona i nie wiem jak, ale udało mi się dotrzeć do skał, gdzie zajęli się mną ludzie z wioski - opowiada reporterowi "Daily Mail" 61-letnia Francuzka, Nicole Servel.

Katastrofa luksusowego wycieczkowca Costa Concordia

"Sceny jak z Titanica" - ewakuacja z tonącego statku [ZDJĘCIA] >>

 

Costa Concordia w wodzie. Zdjęcia z bliska [GALERIA] >> Zatonęła luksusowa Costa Concordia [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM