Tajemnicza kobieta od Schettino: "Byłam tłumaczką, miałam pomóc szukać Rosjan"

Dominica Cemortan, tajemnicza piękność, która była z kapitanem Schettino podczas katastrofy statku Costa Concordia, broni kapitana i jego działań podczas ewakuacji pasażerów. Cemortan, która pracowała wcześniej na tym luksusowym wycieczkowcu, twierdzi, że kapitan wcale nie zszedł z pokładu jako jeden z pierwszych. "On ocalił ponad 3 tys. ludzi" - mówi dziewczyna w rozmowie ze stacją Moldovan TV.

- Nie wiem, czy będę zeznawać jako świadek, ale jeśli tak, to powiem, że kapitan (Francesco Schettino) pozostał na pokładzie co najmniej do godziny 23.50, by nadzorować ewakuację pasażerów - powiedziała w mołdawskiej telewizji 25-letnia Dominica Cemortan. Nagranie wywiadu pokazała też BBC . Wbrew doniesieniom włoskich mediów, które pisały o jej kolacji z kapitanem ok. 21.00 (Dwadzieścia minut później statek uderzył w skały), pochodząca z Mołdawii dziewczyna twierdzi, że w trakcie katastrofy została wezwana na mostek, by pomóc w ewakuacji turystów z Rosji. Miała być tłumaczką.

- Szukaliśmy ich, słyszeliśmy ich krzyki" - opowiada. Według byłej pracownicy statku pasażerowie byli "jak stado zagubionych owiec", które "nie miały pojęcia", jak się zachować w takiej sytuacji. Cemortan wzięła w obronę kapitana Schettino. Nie dość, że miał on pozostać na statku aż do 23.50, to, według byłej pracownicy Costa Concordii, "uratował ponad 3 tys. ludzi".

Katastrofa Costa Concordii. Co robił kapitan?

Niedługo po katastrofie luksusowego wycieczkowca Costa Concordia okazało się, że kapitan statku, Francesco Schettino, nie tylko nie zszedł - zgodnie z prawem morza - ostatni z pokładu tonącego statku, ale salwował się ucieczką dość szybko, kiedy wielu pasażerów wciąż czekało w panice na pokładzie na ratunek. Nie wrócił na statek mimo ostrych wezwań kapitanatu portu.

Niefortunny dowódca jednostki stał się we Włoszech wrogiem publicznym nr 1, a epitet "tchórz" był jednym z ładniejszych, jakim go obdarzano. Media i prokuratura wytykały kapitanowi, że ewakuacja, zamiast przebiegać sprawnie i w spokoju, była chaotyczna i nie do końca skuteczna - do dzisiaj wiadomo o co najmniej ośmiu ofiarach i ponad 20 osobach zaginionych.

Katastrofa Costa Concordii. Kapitan aresztowany i oskarżony

Luksusowy statek wycieczkowy Costa Concordia uderzył w nocy z 13 na 14 stycznia w podwodne skały nieopodal włoskiego portu Livorno. Do zderzenia z przybrzeżnymi skałami doszło ok. 21.30. W kadłubie powstała 50-metrowa wyrwa, przez którą błyskawicznie wlewała się woda. Ogłoszono ewakuację, ale ludzie, nieprzygotowani do niej, wpadli w panikę, popychali się i tratowali . Według prokuratury, kapitan "bardzo niezręcznie zbliżył się do wyspy Giglio; statek uderzył o skałę, która wbiła się w lewy bok, wskutek czego przechylił się i nabrał mnóstwo wody w ciągu dwóch-trzech minut". Kapitan został aresztowany w atmosferze skandalu - w trakcie śledztwa wyszło na jaw, że wraz z niektórymi członkami załogi uciekł ze statku, zanim zeszli z niego ostatni pasażerowie .

Zgodnie z prawem morza i morskim zwyczajem kapitan w razie niebezpieczeństwa schodzi z pokładu ostatni. Tymczasem bezczynność Schettino miała być tak wyraźna, że zirytowani nią marynarze zaczęli przygotowywać łodzie ratunkowe jeszcze przed wydaniem rozkazu ewakuacji . W katastrofie zginęło co najmniej osiem osób, a ponad 20 uznaje się za zaginione .

Costa Concordia w wodzie. Zdjęcia z bliska [GALERIA] >>

Zatonęła luksusowa Costa Concordia [ZDJĘCIA] >>

"Sceny jak z Titanica" - ewakuacja z tonącego statku [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM