Czerwony Krzyż wjechał do Hims i rozpoczął ewakuację rannych

Ambulanse Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca zdołały wjechać dziś do Hims. Z ostrzeliwanego przez reżim Baszara el-Asada miasta ewakuowały grupę ponad dwudziestu rannych kobiet i dzieci.

- Ambulanse wjechały do Baba Amr [dzielnicy Hims - przyp. red.]. Na razie udało się ewakuować 27 rannych kobiet i dzieci. Mamy nadzieję, że ewakuację będzie można kontynuować w sobotę - powiedział rzecznik Międzynarodowego Ruchu Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, Saleh Dabbakeh.

Dziennikarze nadal czekają na pomoc

Żadnemu nie udało się jednak dotrzeć do dwójki czekających na pomoc zagranicznych dziennikarzy - Francuzki Edith Bouvier i Brytyjczyka Paula Conroya. Nadal nie zabrano także ciał dwójki reporterów, którzy zginęli podczas wtorkowego ataku - Marie Colvin i Remiego Ochlika.

- Ciągle negocjujemy z władzami syryjskimi i opozycją, aby doprowadzić do ewakuacji wszystkich, bez wyjątku, którzy potrzebują natychmiastowej pomocy - dodał rzecznik.

Czerwony Krzyż zaapelował do rządu Syrii o zaprzestanie ostrzeliwania Hims na dwie godziny dziennie, w trakcie których wolontariusze będą mogli uzupełnić zapasy placówek medycznych i ewakuować z miasta rannych i potrzebujących pomocy.

Rząd Syrii: Nie jesteśmy winni ich śmierci

Colvin i Ochlik znajdowali się w grupie zagranicznych dziennikarzy, którzy nielegalnie przedostali się do Syrii. W Hims - od tygodni będącym głównym celem ataków sił reżimowych - razem z działaczami opozycji stworzyli prowizoryczne centrum prasowe. Komentatorzy sądzą, że atak na ten właśnie budynek nie był przypadkowy.

Tymczasem rzecznik syryjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych złożył kondolencje rodzinom zabitych reporterów, jednocześnie zaprzeczając, by rząd w Damaszku miał z nimi cokolwiek wspólnego. Zaapelował też do zagranicznych dziennikarzy, by przestali łamać syryjskie prawo i nie wjeżdżali do kraju nielegalnie.

7000 zabitych. "Gdzie jest świat?". Zobacz, czemu Syria płonie >>

DOSTĘP PREMIUM