PETA zabija tysiące zwierząt pod sztandarem etycznego traktowania

Amerykańska agenda rządowa opublikowała właśnie szokujące dane. Wynika z nich, że PETA, organizacja broniąca praw zwierząt, jest odpowiedzialna za zabicie 95 proc. psów i kotów, które trafiły do siedziby aktywistów w Norfolk w Wirginii. Od 1998 r. uśpiono tam ponad 27 tys. zwierząt.

Według raportu Departamentu ds. Rolnictwa i Obsługi Konsumentów z Wirginii tylko w ubiegłym roku PETA zabiła 1911 psów i kotów. Jedynie 24 czworonogi znalazły dzięki działaczom PETA nowych właścicieli. To wyjątkowo szokujące dane, biorąc pod uwagę, że nazwę PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) można przetłumaczyć jako "Ludzie na rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt".

Rzeźnicka operacja

Według stanowych urzędników podczas 15 lat działalności aktywiści PETA uśpili lub zagazowali 27 tys. zwierząt. - PETA nie zwalnia swojej rzeźnickiej operacji - alarmuje Rick Berman, szef organizacji zajmującej się ochroną praw konsumenta w USA. Według niego PETA bardziej dba o swój wizerunek w mediach, niż szuka zwierzętom nowych domów. - I to przy rocznym budżecie 37 mln dolarów - dodaje.

By nagłośnić temat niecnych praktyk aktywistów PETA, Berman założył stronę internetową www.petakillsanimals.com . Można na niej znaleźć kopię raportów przygotowanych przez inspektorów, a także starsze i bieżące informacje dotyczące działalności PETA.

Śmierć w 24 godziny

Podczas kontroli w siedzibie głównej PETA w Norfolk w stanie Wirginia rządowi inspektorzy potwierdzili, że nie ma tam nawet warunków do przechowywania zwierząt. "W budynku nie ma odpowiedniego miejsca, które można by nazwać schroniskiem dla zwierząt" - napisał w raporcie dr Daniel Kovich.

Według jego dochodzenia pracownicy pozbawiają życia 84 proc. czworonogów w ciągu 24 godzin od momentu, w którym trafią one do - jak to określił - "aresztu".

PETA: Zabijamy chore i agresywne

Co na to PETA? - Większość zwierząt, które do nas trafiają, to wyrzucone przez właścicieli, agresywne lub niemające szans na przeżycie osobniki. Zdarzają się też stare, chore lub takie, dla których nie można znaleźć odpowiedniego właściciela - tłumaczy dziennikowi "The Daily Caller" Jane Dollinger, rzecznik PETA.

Przeczą temu zeznania z 2005 r. pracowników PETA, którzy powiedzieli, że zabijane przez nich zwierzęta były w dobrej kondycji. Zostali aresztowani po tym, jak policja była świadkiem wyrzucania przez nich zdechłych zwierząt do śmietnika w Karolinie Północnej.

Jak będzie dziś na Narodowym? Stadion się sprawdzi? [CZEKAMY NA WASZE RELACJE]

DOSTĘP PREMIUM